Cześć!

Jestem Marcin i spędzimy razem nieco czasu Drogi Czytelniku. Co prawda na odległość, ale wspaniały wynalazek zwany internetem pozwoli Ci poczuć się tak, jakbyś stał obok mnie, albo nawet siedział za kierownicą testowanego właśnie przeze mnie samochodu, a ja zadbam o to, abyś się tam nie nudził.

Mam nadzieję, że czytając moje teksty, raz na jakiś czas uraczysz monitor swoim pięknym uśmiechem półgębkiem,  lub nawet lekkim parsknięciem ( coś jakby taka mała mucha wleciała ci do nosa podczas obiadu jedzonego w ogrodzie). Może nawet przez chwilę będziesz czuł dreszczyk emocji jak w dobrym kryminale. Przez parę lat miałem okazję pracować jako dziennikarz motoryzacyjny i po dłuższej przerwie wracam do tego najlepszego i najgorszego fachu na świecie (czy w wielkim stylu to już się okaże).

Na łamach test.auto.pl mam zamiar robić wiele rzeczy, ale teraz czytasz pierwszy artykuł z cyklu „Z pamiętnika testera”, w którym uchylę Ci rąbka tajemnicy na temat pracy testera.  Jak to się w ogóle zaczyna i z czym to się je, poznasz parę tajników tego zawodu i dowiesz się jak bardzo twoje wyobrażenia o życiu w stylu Jeremyego Clarksona są dalekie od rzeczywistości, sprawdzisz jak ten fach wygląda od kuchni, zobaczysz za równo te najjaśniejsze jak i najbardziej nużące i odpychające aspekty tej pracy, co jednak wcale nie oznacza, że jest nudno. Ooo nie! Wręcz przeciwnie jest nawet jeszcze ciekawiej niż myślisz.

Ford Mustang GT 5.0 Ti-VCT V8 421 KM fot. Piotr Majka (2)
fot. Piotr Majka

Po tym nudnawym i przydługim wstępie czas przejść do meritum.

Praca dziennikarza motoryzacyjnego to marzenie nie tylko tych małych, ale też, a może nawet w większości, dużych chłopców. W końcu czy może być coś lepszego niż jeżdżenie wypasionymi samochodami, nie martwiąc się przy tym bakiem wysychającym szybciej niż Morze Kaspijskie? W sumie to może, na  przykład możesz zostać Billem Gatesem i będziesz robił to samo i o wiele więcej, a wszystkie supersamochody będziesz kupował w taki sposób w jaki teraz kupujesz piwo na sobotniego grilla, chwila zastanowienia, a później dochodzisz do wniosku że każde będzie ok. Ale umówmy się taka opcja wymaga więcej pracy, konieczności stania się nerdem w okularach i przez wiele lat prowadzenia nudnego życia z kodem programu na ekranie jako najlepszym kumplem. Praca dziennikarza jest tego pozbawiona, ba! Jest prawdziwym królestwem męskości, gdzie luksusowe auta zmieniają się szybciej niż piękne kobiety, najlepszymi perfumami jest wysokooktanowe paliwo, a postać denerwującego szefa, który w normalnej pracy terroryzuje cię od 8 do 16 jest tak odległa i zabawna, że uważasz go za całkiem zabawnego stand-up’era, albo przynajmniej śmiesznego ziomka.

Większość ludzi, którzy skłaniają się ku temu zawodowi mają właśnie taki obraz tej najbardziej ekscytującej pracy świata. Później następuje zderzenie ze ścianą w stylu EURO NCAP i tylko od Ciebie zależy ile dostaniesz gwiazdek i czy będziesz mógł kontynuować swoją podróż, albo skończysz na złomowisku nieodkrytych nigdy talentów.

Mercedes A250 Sport 4Matic
fot. Piotr Majka

Mówi się, że każdy z nas jest inny, że życie w społeczeństwie ciągle pokazuje nam jak skrajnie różni jesteśmy, że każdy ma swoją własną historię, która jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. Rzeczywistość jest jednak chyba bardziej okrutna, bo statystyki nie da się oszukać, można próbować (czym z powodzeniem zajmują się rady nadzorcze w największych bankach świata), ale prawda zawsze wychodzi na jaw i okazje się, że całe społeczeństwo można podzielić na kilka typów osób lub osobowości, których historie mimo zupełnie innego miejsca na ziemi, religii, kultury itp. są do siebie łudząco podobne. Psychologowie policyjni w oparciu o swoje obserwacje stawiają tezę, jakoby na całym świecie istniało zaledwie około 11 typów osobowości.

Jeżeli te rewelacje, są zgodne z prawdą to większość ludzi, starających się zostać dziennikarzami w ogóle można wrzucić to jednego worka, no może nie wszystkich dziennikarzy, ale tych motoryzacyjnych to już prawdopodobieństwo graniczące z pewnością.

 Początki zazwyczaj są więc takie same dla większości ludzi w tym fachu, a wyglądają one mniej więcej tak: skuszony blichtrem świata motoryzacji  znanym z zagranicznych programów telewizyjnych decydujesz się na skierowanie swoich kroków właśnie w tym kierunku, w końcu nawet umiesz coś tam napisać, nauczycielka w szkole zawsze mówiła, że jesteś zdolny i leniwy. Tak na serio to mówią to każdemu  i w sumie tym krnąbrnym bachorom mówiłbym dokładnie to samo, jeśli nie mógłbym powiedzieć im prawdziwego komplementu na temat ich umiejętności, ale jednocześnie miałbym w głowie, że zrównanie ich pewności siebie z ziemią  na tym etapie życia skutkowałoby późniejszym biciem rekordów w wysokości przyznanej zapomogi z 500+ jako ich największego osiągnięcia życiowego. Wróćmy jednak do tematu, tak więc naładowany dobrą energią, naciąganą pewnością siebie i brakiem zrozumienia zasad „wolnego” rynku udajesz się do wymarzonej redakcji i mówisz, że chcesz dla nich pisać, licząc na to, że czekali na Ciebie od lat i Twoja obecność zmieni oblicze ziemi. Nie, nie powiem, że tej ziemi. Ups właśnie powiedziałem.

Zobacz również:   Najciekawsze samochody z lat 90-tych
fot. Jakub Baltyn
fot. Jakub Baltyn

Niestety spotykasz się tylko z ironicznym uśmiechem któregoś z członków redakcji, który wygląda jak uosobienie korposzczura i prawdę mówiąc, stwierdzasz, że jeżeli w Serves obok gabloty z wzorcowym metrem i odważnikiem o masie równego jednego kilograma byłoby miejsca na wzorcowego pracownika korpo to ten gość właśnie tam powinien się znaleźć. Ten osobnik zaraz będzie sprawcą lekkiego  trzęsienia ziemi w Twoim życiu i zada Ci pytanie: „A jakie ma Pan doświadczenie?”.  W tym momencie, dostajesz pierwszą  do połowy pustą szklaneczkę zimnej wody na twarz.

Zaraz, to trzeba mieć jakieś doświadczenie?! W szkole nic o tym nie mówili! Pokornie przyznajesz więc, że nie masz żadnego, ale wydaje Ci się, że masz coś o wiele ważniejszego, czyli talent i pasję i to takie, których nie ma nikt inny na świecie, więc o co tu w ogóle chodzi, co to za bezsensowne pytania, gdzie są kluczyki od Italii, albo chociaż M5?

fot. Jakub Baltyn
fot. Jakub Baltyn

Niemiły Pan o wyrazie twarzy rozgotowanego ziemniaka, mówi Ci, że takich kandydatów jak Ty są dziesiątki, jeśli nie setki, proszę wrócić jak będzie Pan miał się czym pochwalić, albo zakoleguje się z jednym z szefów wtedy jakieś miejsce się znajdzie. Teraz jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale ten człowiek sprawił Ci jeden z większych prezentów jakie mogłeś dostać na swojej, póki co krótkiej jak maska w TICO, ścieżce kariery. Niepowodzenia i ciężka praca od podstaw na swój rachunek hartują najlepiej, a w tym zawodzie takie zahartowanie bardzo się przydaje na każdym etapie działalności.

Jesteś lekko zdziwiony, może nieco rozczarowany, tym że ktoś mógł nie zauważyć jak wielkim (co prawda jeszcze nieoszlifowanym) diamentem jesteś. Stwierdzasz, że może gość miał rację, lepiej zaczepić, się w małej redakcji i tam zacząć swoją przygodę z pisaniem, a jak tylko okaże się jak dobry jesteś, telefony od headhunterów będą dzwonić tak często,  że nawet nie będziesz miał chwili na sprawdzenie fesja na smartphonie.

Zaczynasz, więc poszukiwania nieco mniej prestiżowego miejsca pracy. Po dziesiątkach wysłanych maili, wykonanych telefonów, kiedy poziom rezygnacji zaczyna wchodzić na czerwone pole, w końcu trafia się ktoś, kto w ogóle chce z Tobą porozmawiać i nawet jest zainteresowany współpracą.

Czujesz się jakbyś właśnie wylądował na księżycu i w głowie pojawia Ci się głos Armstronga (tego kosmonauty, a nie wielbiciela dwóch pedałów i sterydów) mówiący, że to mały krok dla człowieka ale wielki dla ludzkości. Idziesz na swoje pierwsze spotkanie, od którego Twoje życie się zmieni w niekończące się pasmo ryczących silników, dymu palonej gumy i popularności na miarę MJ (ciekawe ilu z was najpierw pomyślało o Jacksonie, a ilu o Jordanie). W końcu udało się! Chcą żebyś dla nich pisał! Triumf, chwała zwycięzcom! To kiedy dostanę kluczyki do pierwszego auta?

Motor Show Poznań 2016 fot. Maciej Kukiełka
fot. Maciej Kukiełka

Odpowiedź, którą słyszysz ściąga Cię z księżyca na brudny chodnik z taką prędkością, że 400km/h Bugatti Veyrona wydaje się przy tym jak przejażdżka emeryta do kościoła za kierownicą Uno w gazie rocznik 94’. Zaraz, zaraz jakie kluczyki? Do jakiego samochodu? Chłopaku spokojnie, ile ty masz w lat? 19, 20? Masz prawo jazdy od roku?! Przecież nikt Ci nie da na tydzień samochodu za kilkaset tysięcy, zwariowałeś? Będziesz pisał o świecie motoryzacji, może coś o nowościach, ewentualnie wyślemy Cię, żebyś zrobił relacje z targów, ale to wszystko. Pieniędzy też nie oczekuj, przecież robisz to z pasji, co nie?

Ehh, biednemu to zawsze wiatr w oczy i pączek bez dżemu. Kolejne rozczarowanie, ale głowa do góry w końcu jesteś już o krok bliżej bycia Clarksonem. Minie trochę czasu, podszlifujesz warsztat i w końcu dostaniesz na tydzień tego wymarzonego GTR’a.

Stwierdzasz, że może rzeczywiście miałeś nieco za wysokie wymagania, że warto będzie zdobyć najpierw trochę doświadczenia i obycia. Zaczynasz swoją przygodę z pisaniem, która prawdopodobnie nie skończy się do ostatniego uderzenia serca, bo to uzależnia mocniej niż najsilniejszy narkotyk i powinno być stosowane jedynie po konsultacjizlekarzemlubfarmaceutą. Przed tobą mnóstwo rzeczy do napisania, wiele do przeżycia i oczywiście ten nudny etap bez kontaktu z  samochodami do odbębnienia. Co będzie dalej, jak szybko przetestujesz pierwsze auto i jak super ono będzie? Tego wszystkiego dowiesz się z następnego odcinka serii „Z pamiętnika testera”. Do usłyszenia i szerokiej drogi!

Dodaj komentarz