To już koniec wakacji. Każdy z nas powoli zaczyna przełykać gorzką pigułkę powrotu do szarej codzienności. Nic szczególnego się nie dzieje, niczym w polskim filmie. Całą tą uśpioną czujność, burzy jeden news. Wykradziono miliony (może więcej, może mniej, jak to piszę to jeszcze nikt nie wie ile) rekordów z ogólnopolskiej bazy danych PESEL. Informacja gruchnęła w rozleniwionych Polaków  niczym meteoryt w Czelabińsku, ale wydaje mi się, że cała sprawa zaczyna przechodzić bez echa. Coś na zasadzie, niby coś tam się stało, ale przecież nic takiego poważnego co nie? Czyżby Polacy nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji jakie może to za sobą ciągnąć? Dziś mniej motoryzacyjnie, za to bardziej na czasie. Serdecznie zapraszam, na otrząśniecie z wakacyjnego letargu.

Może mieliście kiedyś tą wątpliwą przyjemność powrotu do waszego ukochanego auta i zauważenia braku dosyć istotnego elementu, mianowicie tablic rejestracyjnych. Generalnie takiej przygody nie polecam, 2/10. Jeżeli jesteście szczęściarzami i nigdy Was to nie spotkało to przybliżę Wam jak wygląda procedura. Oczywiście z miejsca gdzie stoi Wasze auto, nie możecie go zabrać inaczej niż na lawecie, ponieważ poruszanie się po drogach publicznych bez widocznych tablic rejestracyjnych jest prawnie zabronione.

Z drugiej strony, jeżeli zostawicie swój samochód bez tablic, to możecie być pewni, że prędzej, czy później (a raczej będzie to, w tym przypadku prędzej), straż miejska, czy inna zaraza zainteresuje się tym faktem. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, następnym razem zobaczycie auto, odbierając je z parkingu policyjnego. Przynajmniej macie namiastkę tego, jak czuje się matka odbierając swojego syna urwisa z komendy za picie pierwszego piwka za szkołą. Załóżmy, że mimo wszystko jakoś udało Wam się przetransportować samochód na swoje podwórko i co dalej?

Oczywiście do czasu wydania nowych tablic nie możecie nim jeździć. Żadne tablice tymczasowe, usprawiedliwienie od mamy, taty, czy księdza proboszcza Wam nie pomoże. Zakładam, że nawet ułaskawienie od prezydenta nic tu nie da, ale mogę się mylić. Ustawodawca wychodzi z założenia, że jak już jesteście poszkodowani,  to trwajcie mężnie w tej roli do rozwiązania. W tym przypadku rozwiązania sprawy (albo raczej jej umorzenia), nie do porodu.

Zobacz również:   Polowanie na Pokemony w Porsche 918 Spyder

2015-09-15_185217-1024x5991

Dochodzi jeszcze jedna kwestia, jeżeli nie zgłosicie faktu kradzieży odpowiednio szybko na najbliższym komisariacie i ktoś zatankuje auto z przykręconymi Waszymi rejestracjami, a potem „zapomni” za nie zapłacić to wezwanie do zapłaty przyjdzie oczywiście do Was. Niestety, tu doświadczycie kolejnego podmuchu wiatr prosto w oczy, to nie stacja benzynowa będzie musiała Wam udowodnić Waszą winę, tylko Wy będziecie musieli udowodnić swoją niewinność. A złodziej w tym czasie świetnie się bawi. Tyle problemów, o zwykły kawałek blachy z hologramową naklejką, który identyfikuje jedynie jedną z rzeczy, które posiadacie.

Co to ma jednak do wycieku z bazy danych PESEL? Niby nic, pokazuje jednak skalę problemu, który już w przypadku kradzieży tablic wydaje się być dosyć spory. Jak  jest w takim razie w przypadku kradzieży wszystkich naszych danych?

Póki co możemy się jedynie domyślać, bo dotychczas nie stwierdzono żadnych przypadków nieuprawionego wykorzystania skradzionych danych z bazy PESEL. Karygodne jest jednak to, że osoby, których kradzież bezpośrednio dotyczy, nawet nie wiedzą o tym fakcie. Ba! Jeśli chcą się dowiedzieć to same muszą się o to postarać, stracić swój czas i nerwy. Sprawa jest jednak świeża i jak to mawiają rzecznicy Policji „rozwojowa”. Miejmy więc nadzieje, że konsekwencje dla poszkodowanych nie będą większe niż w przypadku skradzionych tablic rejestracyjnych.  W całej tej nieprzyjemnej sytuacji, zabawne jest położenie komorników. Jedna z najbardziej znienawidzonych profesji dołożyła sobie właśnie kolejną rzecz za którą można ich, mówiąc lekko, nie lubić. W końcu to właśnie u nich nastąpił wyciek.

Ja Wam życzę, aby całe to zamieszanie obeszło Was szerokim łukiem. Natomiast co do samych tablic, to najlepszą metodą obrony jest odpowiednie zabezpieczenie, zupełnie jak w przypadku niechcianej ciąży. Udowodniono naukowo, że tablice przykręcone za pomocą blachowkrętów skutecznie odstraszają amatorów cudzych rejestracji. Chyba, że uważacie takie rozwiązanie za barbarzyństwo, porównywalne z okaleczeniem dziecka, to wtedy macie problem. Całe szczęście nie większy niż okradzeni z danych z PESELU, a tych niestety nie da się przykręcić.

Leave a Reply