Noc zazwyczaj kojarzy się z łóżkiem , zakrapianą zabawą, a pechowcom z pracą i to w zasadzie tyle. Natomiast, może się okazać, że nawet bez osoby towarzyszącej noc może być najciekawszą porą dnia. Wystarczy tylko zatankować do pełna i ruszyć w drogę, a cała masa rzeczy, których na co dzień nie dostrzegamy stanie wprost przed Nami. Wskakujcie więc do samochodu, zapnijcie pasy i jedziemy!

Chyba każdemu kto kiedykolwiek testował samochody zdarzyła się przynajmniej jedna nieprzespana noc za kierownicą. Czasem za sprawą wyjątkowo ekscytującego auta, które przyciąga nas tak mocno, że spanie wydaje się perspektywą równie słabą jak urodziny teściowej. Niekiedy jest to po prostu brak czasu w ciągu dnia i zwykła niechęć do gęstego ruchu ulicznego. Umówmy się, w świetle słońca niby wszystko lepiej widać, ale mam wrażenie, że przy zbieraniu odczuć z jazdy ten nadmiar bodźców, które docierają do nas zewsząd, wręcz przeszkadza. Wszechobecne korki, masa samochodów, przechodniów, dziewczyn w krótkich spódniczkach, na każdym skrzyżowaniu światła tamujące ruch (tak wiem, że tak na serio to służą jego upłynnieniu, ale nie zawsze im wychodzi). Generalnie dookoła dzieje się tak dużo i tak wiele rzeczy pochłania Twoją uwagę, że ciężko skupić się na samochodzie, którym właśnie jedziesz.

Mini Paceman John Cooper Works fot. Piotr Majka (2)

W nocy sytuacja ma się zupełnie inaczej. Na ulicach jest praktycznie pusto, wszystko jest utopione w charakterystycznej poświacie sodowych lamp, dodającej światu tajemniczego charakter,  a w radiu leci wreszcie muzyka, której da się słuchać bez nabawienia się obrzęku mózgu. Wydaje się wręcz, że nawet w wielkiej aglomeracji jesteśmy praktycznie sami i to chyba właśnie w mieście noc za kierownicą jest najciekawsza. Oczywiście jazda za miastem też jest świetna i niebywale relaksująca, jednak mimo wszystko musimy kontrolować otoczenie i uważać na wyskakujące z lasu jelenie, dziki, meneli i inne stworzenia boże. W takich warunkach idealnie spisują się duże SUVy z mocnymi światłami. Siedzimy wysoko, mamy dobry punkt obserwacyjny i bezpiecznie potężną maskę przed sobą. W aucie pokroju BMW X5, czy Range Rovera, to czysta przyjemność i wydaje mi się, że te samochody są wręcz projektowane pod kątem użytkowania ich w takich właśnie warunkach.  Jeżeli macie do przejechania trasę, na przykład nad morze to polecam wyruszyć w nią właśnie w nocy, dojedziecie na miejsce o wiele bardziej wypoczęci  niż pokonując tą samą drogę w tłumie innych, często dziwnie zachowujących się ludzi.

Wróćmy jednak to tematu poruszania się po mieście. Tutaj spektrum pojazdów, które dadzą nam szczęście jest o wiele większe. Właściwie to możemy się poruszać wszystkim co ma koła i sprawny silnik i nic innego nie będzie już ważne. Oczywiście i tutaj możemy trafić lepiej i gorzej, ale z doświadczenia powiem Wam, że najlepiej sprawdzają się duże i komfortowe sedany i to wcale niekoniecznie ze sportowym zacięciem, za to najlepiej z dobrym systemem audio. To jeżeli jesteście fanami słuchania muzyki, bo równie dobrze można słuchać odgłosów miasta i też być zadowolonym, niczym dziecko na gwiazdkę.  A jest czego słuchać, bo w nocy tylko pozornie nic się nie dzieje, tak naprawdę dzieje się mnóstwo rzeczy, a większość z nich jest o niebo ciekawsza niż nudne przestawianie się o kilka metrów na dziesięć minut w kolejnym korku.

Mini Paceman John Cooper Works fot. Jakub Baltyn (13)

No dobra, ale cały czas gadam tylko ogólnikami, co w takim razie konkretnie się dzieje? Opcji jest w zasadzie kilka, ale spokojnie możecie zasmakować prawie każdej w ciągu jednej nocy. Pierwszy i obowiązkowym punktem wycieczki, zwłaszcza dla moto- freaka są oczywiście nielegalne wyścigi samochodowe. W każdym większym mieście w Polsce takie wydarzenia mają miejsce przynajmniej raz w tygodniu (przeważnie w czwartki). Oczywiście nie każdy potrafi trafić na takie zbiegowisko samochodowych świrów, ale poszukajcie trochę po lokalnych forach motoryzacyjnych i z pewnością coś znajdziecie. Miejsce spotów nielegalnych wyścigów, na mniej więcej ¼ mili, to z reguły mało uczęszczane proste drogi, na które nikomu nie chcę się, a przede wszystkim nie ma po co się zapuszczać. Jeżeli nie chcecie się ścigać, a jedynie pooddychać spaloną gumą, poczuć atmosferę konspiracji i adrenaliny to z reguły nie ma z tym problemu. Na większości tego typu spotkaniach 80% to jedynie stanie na parkingu i rozmowy o samochodach, a pozostałę 20% to ściganie i ewentualnie palenie jana w przypadku po pojawieniu się smutnych panów w granatowych uniformach. Panie władzo my tylko tak stoimy bo skończyło nam się paliwo w 50 furach na raz, strasznie nieszczęśliwe zrządzenie losu nieprawdaż? Dodatkowo, możecie nawiązać sporo znajomości, wśród ludzi o zbliżonych upodobaniach, a i kobiet na takich „spotkaniach” nie brakuje.

Zobacz również:   Z pamiętnika testera #17: Polacy nic nie czytają! Test Auto ma na to sposób!

Kiedy już nasycicie się adrenaliną, albo zmęczy was zapach spalin i gumy, czas na dalszą część wycieczki. Proponuję przejażdżkę w kierunku centrum i wrzucenie czegoś na ząb. Co prawda, znalezienie czegoś dobrego do zjedzenia o tej porze wydaje się być spisane na porażkę, niczym białoruski program kosmiczny, ale to tylko pozory. Co prawda tutaj sprawa, nieco się komplikuje i potrzeba trochę czasu, aby znaleźć jakiś naprawdę godny uwagi przybytek. No chyba, że celujemy w „restaurację” inną niż wszystkie, to wtedy będzie prosto. Dla tych, którzy nie chcą iść po najmniejszej linii oporu, proponuję wypatrywanie małych, za dnia niemal niewidocznych lokali z grupkami ludzi przed wejściem. Raczej nie powalą Was swoim wystrojem wnętrz, ale z pewnością zjecie dobrze. Taką niemal już legendarną miejscówką w Warszawie jest autobus stojący przy pl. Zawiszy, który za dnia wygląda na porzucony wrak a w nocy przyciąga zdumiewającą, swoją różnorodnością mieszankę ludzi, ze wszystkich niemal warstw społecznych.

Mini Paceman John Cooper Works fot. Piotr Majka (7)

Po tych wszystkich atrakcjach i z pełnym brzuchem z pewnością zacznie się o Was upominać zasłużony sen. Jednak w drodze do domu warto pojechać nieco dłuższą drogą i poobserwować nocne życie, mieszkańców miast. Służby miejskie sprzątają i naprawiają różne mniejsze usterki, a to jak często się ich spotyka pozwala wreszcie docenić to co robią dla nas zupełnie incognito, niczym dobre wróżki z dziecięcych bajek. Po centrum wolno snują się taksówki, ludzie wykonujący swoja pracę w nocy, sennie zmierzają do domów i to też pełen ich przekrój. Zdarzają się i kobiety wykonujące najstarszy zawód świata, striptizerki, barmani i kelnerki, ochroniarze klubów, ale też informatycy, programiści i wiele osób pracujących z firmami na przykład z USA i żyjący siłą rzeczy według ich strefy czasowej, oraz wielu, wielu innych. Po woli na ulicach pojawiają się dostawcy porannej prasy i ciepłych bułeczek. A mrok, znów ustępuje światłu.

Bycie świadkiem takiego cyklu codziennego życia i doświadczenie tego wszystkiego, co zwykle przesypiamy w kompletnej nieświadomości, pozwala spojrzeć na życie nieco inaczej. Niektóre warte uwagi rzeczy, umykają nam, chociaż jesteśmy tuż obok nich. Warto się nad tym zastanowić, kiedy następnym razem spędzicie całą noc oglądając seriale, albo siedząc w internecie. Czasem zupełnie nieciekawa, na pierwszy rzut oka, alternatywa może skrywać w sobie więcej niż przypuszczasz. Dobranoc!

Mini Paceman John Cooper Works fot. Jakub Baltyn (19)

Dodaj komentarz