Nie jestem fanem aut elektrycznych, ani hybrydowych. Tak wiem powtarzam to po raz kolejny, ale robię to bo producenci wciąż starają się mnie do tej idei przekonać. Ostatnio próbę podjął Hyundai za sprawą swojego Ioniqa. Auto podobno sprzedaje się świetnie i to w trzech opcjach. Pierwsza to klasyczna hybryda, druga to hybryda plug-in, a trzecia jest w pełni elektryczna. Mi do testu przypadła akurat wersja łącząca zalety opcji jeden i dwa, czyli auto które można ładować z gniazdka, a przy tym ma na pokładzie również silnik spalinowy. Sprawdźmy więc, czy to auto jest rzeczywiście tak dobre jak twierdzi rynek? A może to tylko kolejna upośledzona wariacja na temat Toyoty Prius?

Piękność to, to nie jest…

Klasycznie zacznę od stylistyki, z zewnątrz auto na pewno wygląda lepiej niż na zdjęciach, ale dalej nie zachwyca swoim designem. Fakt nie można powiedzieć, że jest paskudny, co to, to nie, ale równie daleko mu do określenia piękny. Auto to typowy liftback ze zbyt dużym i przysadzistym według mnie tyłem. Na plus poczytam to, że jest ładniejszy od Priusa dowolnej generacji. Na minus, że jak na niego patrzymy od razu wiemy, że należy do ruchu pro-eco. Zupełnie jakby nie dało się zaprojektować normalnego auta i po prostu wsadzić do niego całej tej hybrydowej technologii. Jest za to parę smaczków, które mi się podobają. Po pierwsze felgi, mimo że małe to wyglądają ciekawie, dużo się  na nich dzieje, a do tego są białe, a ja lubię białe koła. Druga rzecz, takie śmieszne wloty powietrza na bokach przedniego zderzaka, kojarzą mi się to zawsze z autami sportowymi i wzbudzają uśmiech na mojej twarzy. Do tego parę niebieskich akcentów tu i ówdzie i jakoś tak od razu bardziej kolorowo człowiekowi na sercu.

Ale środek nadrabia straty!

W środku jest już o niebo lepiej. W sumie to chyba najlepiej wyglądający i najwygodniejszy Hyundai jakim miałem okazję jeździć. Widać, że styliści odrobili lekcje, zapoznali się z konkurencyjnymi konstrukcjami z Europy i nie oszczędzali aż tak bardzo jak zazwyczaj. Szaro-czarne wnętrze urozmaicają dodatki w niebieskim kolorze, co jest miłym dla oka akcentem. Jeszcze milszym jest kierownica, ładnie zaprojektowana, lekko spłaszczona na dole, genialnie leżąca w dłoni. Używanie jej to prawdziwa przyjemność. Pochwały należą się również fotelom, siadasz na nich i od razu czujesz się jak u siebie. Jest wygodnie, do wszystkiego masz dostęp, pozycja za kierownicą jest dokładnie taka jak chcesz. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to nieco za krótkie siedzisko, ale nie jest to szczególnie dokuczliwe. Bardzo dobre wrażenie robią materiały, wszystko czego dotykamy jest miękkie i przyjemne w dotyku, zupełnie jakbyśmy siedzieli w aucie klasy premium. Hyundaiu robisz to dobrze!

Praktyczny, ale bez przesady.

Jeżeli chodzi o tylną kanapę to na jej wygodę zdecydowanie nie można narzekać, jak również na miejsce za nogi. Gorzej jest z miejscem nad głową, co zostało wymuszone stylistyką nadwozia. Ja przy swoich 185 cm dotykałem już włosami o podsufitkę, ale mimo to było mi wygodnie, więc się nie czepiam. Jak z bagażnikiem? Jeżeli chodzi o wielkość to jest ok, smuci za to fakt braku bocznych wnęk (jedną z nich zajmuje akumulator), oraz haczyków na zakupy. W zamian dostajemy siatkę mocowaną do podłogi, ale jednak wolałbym dostać dodatkowo również haczyki, no i nieco niższy próg załadunkowy.

Kiedy już spakujecie się i ruszycie w dłuższą podróż, to z pewnością docenicie nagłośnienie marki Infinity, które jest chyba najlepsze jakie możecie mieć w tej klasie. Jeżeli lubicie muzykę to nie powinniście skąpić grosza na tę opcję.

Zobacz również:   [TEST] Nissan Juke 1.2 DIG-T 115 KM Tekna

Zapomnij o tragicznych CVT!

A jak już jesteśmy przy podróżowaniu to powiedzmy sobie parę słów o tym co jest w naszym Hyundaiu najważniejsze. Czyli o jego hybrydowo-pluginowej naturze. Z reguły jest tak, że jak dowiadujesz się o nadchodzącym teście auta hybrydowego to automatycznie nastawiasz się na prowadzenie rodem z Poloneza, silnik który przy przyspieszaniu wyje w niebogłosy i nie robi w zasadzie nic poza tym i skrzyni CVT, którą po 10 kilometrach za kierownicą chcesz tylko i wyłącznie przetopić żyletki, po czym się nimi pociąć. Ale nie tym razem.

Hyundai, może i jest hybrydą plug in, ale jeździ się nim jak normalnym autem z segmentu miejskich kompaktów, a może nawet lepiej. Kłaniam się w pas komuś, kto w końcu stwierdził, żeby wsadzić normlany automat do hybrydy. To była świetna decyzja, dzięki której możemy normalnie bezstresowo jeździć, jednocześnie czerpiąc wszystkie zalety z posiadania dodatkowego silnika elektrycznego. Auto jest bardzo żwawe, zwłaszcza jak na miejską hybrydę, kiedy przyspieszamy najpierw dostajemy natychmiastowego kopniaka w plecy od silnika rodem z pralki, a później pierwsze skrzypce zaczyna grać motor spalinowy. Słyszymy normlanie zmieniające się biegi, za to nie słyszymy zawodzącego wycia znanego z aut konkurencji. Wreszcie! Tak długo na to czekałem i w końcu moje prośby zostały wysłuchane. Da się? Da się!

Mam nadzieję, że Ioniq zakończy wreszcie erę upośledzonych hybryd, w których musisz się męczyć podczas jazdy w imię bycia eko. Tutaj jest Ci wygodnie, możesz jeździć dynamicznie, a jednocześnie być oszczędnym. Właśnie tak to powinno wyglądać.

Oszczędza samochód, a Ty tylko prowadzisz.

Z racji, że siedzimy w hybrydzie typu plug-in, to można oczekiwać, że po naładowaniu akumulatorów będziemy mogli pojeździć trochę na samym prądzie i tak jest w istocie. Pełne naładowanie akumulatorów ze zwykłego gniazdka, zajmuje mniej niż dzień roboczy. Czyli jeżeli mieszkacie w odległości mniejszej niż 50 kilometrów od miejsca pracy, bo tyle realnie przejedzie Ioniq na pełnym naładowaniu, to możecie  jeździć niemal całkowicie za darmo. Pracodawca udostępni Wam gniazdko do ładowania, aby być postrzegany jako nowoczesny i przyjazny środowisku, i możecie wracać do domu na samym prądzie, a w domu naładujecie się w garażu za jakieś śmieszne parę  złotych.

Efekt tego będzie taki, że jeżdżąc z pracy do domu i z powrotem możecie w ogóle nie używać silnika na benzynę i wasze średnie spalanie w takim trybie będzie wynosiło okrągłe 0 litrów benzyny. A jak się mają sprawy jeżeli będziecie jeździć w trybie hybrydowym , a nie czysto elektrycznym? Mi w mieście przy zupełnie normalnej jeździe, z całkiem dynamicznym przyspieszaniem i nie skupianiem się na oszczędzaniu średnie spalanie wyszło 4,4 litra na setkę. I przypominam, że cały czas było mi wygodnie, nic mnie nie denerwowało, a o fakcie, że jeżdżę hybrydą przypominałem sobie jedynie kiedy orientowałem się,  że sunę przez miasto w ciszy.

Najlepszy plug-in w swojej klasie!

Ci cwani producenci robią się coraz lepsi w przekonywaniu mnie do idei hybryd i elektryków. Ale to właśnie Hyundai jako pierwszy dał mi samochód, który jest nastawiony na bycie królem oszczędności w zielonej koronie na głowie, a przy tym sprawia, że ja sam o tym zupełnie zapominam obcując z nim. Czekałem na coś takiego tak długo, że już niemal straciłem wiarę, że to możliwe. Jedynym akcentem, który trochę to wszystko psuje jest cena, ale tutaj po prostu potrzeba jeszcze trochę czasu, żeby ta cała nowa technologia się zamortyzowała i staniała. Mogę za to szczerze powiedzieć, że trzymam kciuki za dalszy rozwój projektu, bo już teraz Ioniq jest znacząco lepszy od swojej konkurencji, oby tak dalej!

1 KOMENTARZ

  1. Zgadzam się z tezą Waszego artykułu! Do wszystkich zainteresowanych zakupem hybrydy z firmy reklamowanej do niedawna przez p. Zientarskiego: MOI DRODZY – PRZED DECYZJĄ POŚWIĘĆCIE 1h I PRZEJEDŹCIE SIĘ HYUNDAIEM. WARTO!!!

Dodaj komentarz