W dobie dzisiejszych czasów wszyscy gonimy za nowościami, a większość firm stara się tworzyć kolejne innowacje byle tylko wcisnąć nam kolejny produkt. To samo dzieje się w motoryzacji, gdzie poszczególne marki wprowadzają coraz to więcej nowinek technicznych, a żywot jednej generacji modelu trwa średnio 6 lat. Na przekór tym trendom staje Mitsubishi, a najlepszym przykładem jest model ASX. Auto pojawiło się na rynku równo 10 lat temu i zamiast tworzyć kolejną generację, Japończycy oferują ten sam model w niemal niezmienionej formie.

Wydaje mi się, że wszystkie zmiany Mitsubishi robi niechętnie, zwłaszcza jeśli coś sprzedaje się bardzo dobrze. ASX sprzedał się bowiem globalnie w ilości 1,3 miliona sztuk. Co prawda model przeszedł już trzy liftingi, ale pierwszy, który naprawdę przyniósł większe zmiany, był ten ostatni z końca ubiegłego roku. Przedni pas zmienił się na tyle, że możemy mieć lekki problem z rozpoznaniem modelu. Nawiązuje on do modeli Eclipse Cross, czy nowego L200. Maska jest poprowadzona bardzo wysoko, a auto zyskało muskulatury. I tak naprawdę z dużych zmian to by było na tyle. Oczywiście jeśli chodzi o aspekty wizualne. Z tyłu to ten sam ASX, który poznaliśmy 10 lat temu. Modyfikacjom uległy jednak tylne światła, które teraz są w technologii LED.

Zaglądając do wnętrza możemy pomyśleć, że tam dokonało się jeszcze mniej zmian. Wszystko wygląda po staremu, no może poza sporym, 8 calowym tabletem na środku deski rozdzielczej. Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka tak jest. Mitsubishi postanowiło skupić się bardziej na zastosowaniu lepszej jakości materiałów i lepszemu spasowaniu elementów. Chociaż wnętrze jest nadal bardzo konserwatywne i proste, to ma ono swoje zalety jak bardzo dobra ergonomia i prostota obsługi. Fani gadżetów mogą się tu nie odnaleźć, ale system multimedialny jest łatwy w obsłudze i pokazuje tylko to co jest naprawdę istotne. Najważniejsze, że możemy podłączyć do niego swojego smartfona, a dzięki Apple CarPlay i Android Auto cieszyć się większą funkcjonalnością łącznie z nawigacją. Wbudowanych map tu nie uświadczymy.

Japoński SUV nie jest ideałem pod względem komfortu. Łatwo znaleźć bardziej wygodne auta u konkurentów. Mitsubishi zasługuje jednak na pochwałę ponieważ pod tym względem w końcu zbliżył się do rywali. Siedzenia zyskały nowe wypełnienie, dzięki czemu są bardziej komfortowe. Tylna kanapa również zyskała lepsze wyprofilowanie. Jedyne na co mogę bardziej ponarzekać to wysoka pozycja za kierownicą i odrobinę zbyt krótkie siedziska. Bagażnik oferuje 419 litrów pojemności i jest ustawny. Tu nie ma do czego się przyczepić.

Największą zmianą według mnie jest nowy silnik, który pracuje pod maską. I chociaż jest nowy, to nadal czerpie z klasycznych wzorców. Mówiąc krótko, pod maską znajdziemy wyłącznie wolnossący silnik benzynowy o pojemności 2 litrów. Zastąpił on powolną jednostkę 1.6. Nowy, dwulitrowy silnik osiąga moc 150 KM, który zapewnia przyzwoitą dynamikę. Warto podkreślić, że auto ze skrzynią manualną przyspiesza w 10,2 sekundy, a bezstopniowa CVT o półtorej sekundy więcej. W rzeczywistości jednak to CVT będzie bardziej dynamiczny. Dlaczego? Ponieważ skrzynia bezstopniowa zapewni nam dużo lepszą elastyczność w trakcie jazdy. Kolejną zaletą testowanej skrzyni bezstopniowej jest bardzo cicha praca silnika. Auto nie ma tendencji do charakterystycznego wycia, a wirtualne biegi poprawiają walory dźwiękowe w trakcie przyspieszania. Największym zaskoczeniem jest jednak cicha praca przy wysokich prędkościach. Silnika praktycznie nie usłyszymy nawet przy prędkościach autostradowych, a mówimy tu o samochodzie bez turbiny. Gorzej wypada wyciszenie nadwozia. Dźwięk szumów powietrza i kół może być bardziej uciążliwy.

Na pochwałę zasługuje także niewygórowany apetyt na paliwo. Zużycie benzyny wynosi około 9 litrów w mieście, a na trasie bez większych problemów możemy zejść poniżej 6 litrów na 100 km. To mniej niż niektóre “eko” auta z turbiną i downsizingiem. Większe problemy zaczynają się dopiero przy prędkościach autostradowych, gdzie spalanie sięga ponad 9 litrów. Tu wina leży po stronie aerodynamiki nadwozia.

Zobacz również:   [TEST] Renault Twingo GT

Pozostają jeszcze właściwości jezdne. I tu liczyłem na coś więcej. A to dlatego, że gdy mówię o Mitsubishi, zawsze myślę o napędzie na cztery koła. W tym egzemplarzu trafił się napęd 2WD. I chociaż blisko połowa nabywców ASX nie decyduje się na dopłatę do napędu 4×4, to uważam, że ten model został wykastrowany z jednej z najważniejszych funkcji. Co prawda pozostaje wysoki prześwit, który sprawdzi się wśród wysokich, miejskich krawężników. Ale siła ASX drzemie w napędzie na cztery koła, który zdecydowanie będzie można wykorzystać na mniej utwardzonym terenie. Mitsubishi już nie raz pokazało mi co potrafi jego napęd, nawet w autach nie-stricte terenowych. Można uznać, że 4×4 nie jest do niczego potrzebne, ale nawet wtedy, gdy pojawiają się niskie temperatury, woda lub śnieg to właśnie te warunki decydują o wyższości tego napędu. Wersja na przednią oś będzie tylko kolejnym crossoverem, z miękkim zawieszeniem.

Chociaż Mitsubishi nie spieszno do dużych zmian, te poczynione w obecnym ASX są częściowym sukcesem. Samochód stał się bardziej dynamiczny, ładniejszy i bardziej komfortowy. Dalej cechuje go konserwatywny charakter, ale kiełkuje w nim odrobina nowoczesności. Na pewno nie jest autem dla osób lubujących się w nowinkach technicznych. Sprawdzi się za to idealnie u osób, które szukają prostego w obsłudze samochodu. I to jest chyba ta nisza, w którą celują Japończycy. W dodatku oferują rewelacyjny napęd na cztery koła. Co prawda nie uświadczyłem tego w tym egzemplarzu, ale gdybym miał decydować się na ASX’a to zdecydowanie wybrałbym wersję z CVT i 4WD.

Zapraszamy do polubienia naszego fanpage’u na Facebook i Instagram

2 KOMENTARZE

  1. Silnik nie nowy ale stary dobry Mivec stosowany przez Mitsubishi od lat…tak samo dlugo jak 1.6 Mivec stosowany w ASX do tej pory.Do tego japonczycy bardzo zanizaja osiagi swoich aut-Asx z tym motorem kreci setke w 9s co pomierzyly juz inne portale.

Leave a Reply