Awangarda w dobrej cenie. Tak kojarzy mi się Citroen C4 Cactus, który jest po prostu oryginalny. Testowany model kosztuje około 66 tys. zł. i w zasadzie miał wszystko co może okazać się niezbędne. Kwota nie wydaje się być spora, ale czy warto?

Citroen kusi swoich odbiorców wyjątkowo dziwacznym, ale zarazem bardzo atrakcyjnym wyglądem. To co rzuca się na pierwszy rzut oka, to większe klosze świateł niż w poprzednim Cactusie. Maska jest poprowadzona wysoko, ale obłe kształty zakrywają gabaryty auta. W górnej części razem z chromowaną listwą i Logiem Citroena umieszczone są światła do jazdy dziennej LED. Automatyczne światła dostaniemy w pakiecie za 1900 zł razem z klimatyzacją automatyczną i automatycznymi wycieraczkami.

Tył przypomina motoryzacyjne Zombie. Spójrzcie na te tylne światła. Auto zdecydowanie potrafi wyróżnić się z tłumu. Niestety o ile ciekawy wygląd pozostał, tak zrezygnowano z Airbump’ów, które zabezpieczały drzwi Citroena. Co prawda u dołu umieszczono coś w tym stylu, jednak nie ma to większej funkcji niż tylko estetycznej. Pozostało jednak sporo elementów z tworzywa sztucznego zabezpieczających auto przed kamieniami. Mamy tu sporo czarnych wstawek u dołu auta i otaczających nadkola. Mimo, że jest to pośrednia wersja wyposażeniowa Cactusa, wciąż dostaniemy stalowe koła z kołpakami, co m.in. przekłada się na niską cenę dwóch pierwszych poziomów wyposażenia.

Wnętrze przekonuje mnie, że jest przeznaczone dla kobiet. Lusterko w osłonie przeciwsłonecznej jest wyłącznie po stronie kierowcy, a jak wiadomo, kobiety uwielbiają przeglądać się stojąc na czerwonym świetle. Wspomaganie kierownicy jest bardzo silne, możemy kręcić kierownicą praktycznie jednym palcem. Jest jeszcze jedna rzecz, zamiast obrotomierza, jest tylko strzałka i cyfra informująca o sugerowanej zmianie biegu.

Całe wnętrze nie ujmuje stylowi tego, co Cactus oferuje na zewnątrz. Jest trochę w stylu retro, uchwyty drzwi imitują pasek, tapicerka dwukolorowa przypomina domowe meble, przy okazji jest kanciasto, a wszystkie plastiki są twarde. Z drugiej strony mamy dwa cyfrowe wyświetlacze, jeden wyświetlający prędkość, drugi zaś system multimediów. Oba są niejako doklejone do klasycznie wyglądającej deski rozdzielczej.

Duży, siedmiocalowy wyświetlacz to standard. Jest nowocześnie, może nawet za bardzo. Minimalistyczne podejście do tematu sprawiło, że niemal wszystkie funkcje zostały przeniesione do systemu multimedialnego. Wygląda to estetycznie, ale korzystanie z panelu klimatyzacji nie jest tak intuicyjne i szybkie jak klasyczne rozwiązanie. Sam system jest jednak całkiem czytelny, a przede wszystkim szata graficzna cieszy oko. Czarne tło nie będzie oślepiać nas w nocy, a jakość obrazu jest bardzo dobra. Brakuje tylko nawigacji (za dopłatą), którą możemy zastąpić podłączając swój smartfon przez Android Auto czy AppleCar Play i wyświetlając mapy.

Schowek po stronie pasażera jest otwierany do góry dzięki czemu łatwiej coś włożymy, a jednocześnie nie będziemy miażdżyć sobie nóg. Ponadto mamy duże, choć płytkie wnęki w drzwiach zarówno w pierwszym jak i drugim rzędzie siedzeń. Butelki z napojami mogą więc po nich latać.

Z przodu jest sporo przestrzeni nawet dla większych osób. Miękkie, gąbczaste fotele są wygodne, ale tylko na krótkich dystansach. Przednie fotele mają z tyłu wcięcia dzięki czemu pasażerowie 2 rzędu siedzeń mają więcej przestrzeni na kolana. Z tyłu jest sporo miejsca zarówno na nogi jak i głowę, co zadowoli większych pasażerów. Jeśli będziemy chcieli zabrać piątą osobę, będzie już ciasno w szerz, a nieco wysoki tunel środkowy zabierze dodatkowe miejsce na nogi. Tylni pasażerowie nie otworzą też szyb, są one tutaj uchylane.

Dużym plusem Citroena Cactusa jest całkiem przestronny i ustawny bagażnik. Budżetowe podejście do auta sprawia, że w kufrze będziemy mieli jedynie jeden haczyk na zakupy i spory próg załadowczy w zamian za 358 litrów pojemności i opcjonalne (500zł) koło zapasowe.

Zobacz również:   [TEST] Ford Grand C-max 1.5 Ecoboost 150KM Titanium

Testowany silnik 1.2 o mocy 110 KM wydaje się być najbardziej optymalnym wyborem. Jeśli nie jeździmy często na trasie mocno obciążonym autem, dynamika będzie wystarczająca. Podróżując samemu czułem dość spore możliwości silnika, które delikatnie odpadły dopiero przy 3 osobach i większym bagażu. Trzycylindrowy silnik jest dość głośny i to nawet przy niskich obrotach, a przy okazji są odczuwalne wibracje. Pięciobiegowa skrzynia jest mało precyzyjna. Wszystko rekompensuje zużycie paliwa.

Nowy Citroen C4 Cactus z benzynowym silnikiem 1.2 jest wyjątkowo oszczędny. Jeśli potrafimy jeździć ekonomicznie, Citroen zadba o stan naszego portfela. I nawet nie trzeba kupować Diesla. Przy oszczędnej jeździe na trasie uzyskałem zużycie paliwa 4,2 litra. Jadąc bardziej dynamicznie nie powinniśmy przekraczać 5,5 litrów. Przy stałej prędkości 120 km/h spalanie wyniosło 5,6 litra, a na autostradach 6,7 litra. W mieście zużycie paliwa waha się pomiędzy 6,5 a 7,5 litra na 100 kilometrów. Niebywałe jak przy 5 biegowej skrzyni można uzyskać tak niskie zużycie paliwa.

Domena komfortu Citroena jest wciąż żywa. Dzięki nowemu zawieszeniu Progressive Hydraulic Cushions, Cactus bardzo dobrze radzi sobie na drogach o gorszej jakości, cicho tłumiąc wszelkie nierówności. Jest też bardzo przyjemny w prowadzeniu, ale zbyt mocne wspomaganie układu kierowniczego może nie wszystkim przypaść do gustu.

Citroen C4 Cactus jest autem specyficznym. Jest to budżetowe auto, które ma chociaż dziwny, to ciekawy styl. Citroen postanowił stonować trochę szaloną wizję pierwszej generacji. Trochę szkoda, ale to wciąż ciekawy samochód. Jest oszczędny i pojemny. Jest po prostu rozsądnym wyborem zapewniającym sporo komfortu.

Dodaj komentarz