Francuzi uwielbiają eksperymentować ze swoimi samochodami. Niekiedy ich modele mogłyby być nazwane autami koncepcyjnymi, a mimo to zostają wypuszczone na drogi publiczne. DS 7 Crossback może nie jest aż tak szalonym projektem, ale nie można odmówić mu ekstrawagancji. DS 7 jest trochę połączeniem francuskiej ekstrawagancji z nutą klasyki. Czy takie połączenie ma sens?

Chociaż bryła DS 7 Crossback jest niezwykle prosta to kilka zabiegów sprawia, że jego wygląd staje się atrakcyjny. Najważniejszą rolę pełnią tu detale, a tych tutaj nie brakuje. Przednie reflektory to prawdziwy majstersztyk. Po odryglowaniu drzwi obracane diody rozpoczynają swój pokaz niczym drogiej biżuterii na ekskluzywnym pokazie. Nawet przełączenie świateł na drogowe powoduje, że światła wykonują odpowiedni ruch. Tylne reflektory są równie ciekawe, ponieważ zostały zaprojektowane tak, by sprawiały efekt trójwymiarowości. Wszystko ma kojarzyć się z diamentami, a tych smaczków jest jeszcze więcej we wnętrzu.

Tu niemal wszystko ma kształt rombów. Chociaż DS 7 Crossback nie jest stricte autem Premium to czuć tu jego namiastkę. Materiały są dobrej jakości, większość elementów została pokryta miękkimi lub uginającymi się pod naciskiem palców materiałami. Wygląd jest nieco kosmiczny, ale nie przesadnie. Na środku deski rozdzielczej dominuje spory, odstający ekran multimediów, za pomocą którego sterujemy również panelem klimatyzacji. Zostało kilka dedykowanych przycisków pod ekranem, ale to też panel dotykowy. Może wygląda to przyjemnie, ale jeśli chodzi o wygodę użytkowania to jest niestety słabo i to nawet po przyzwyczajeniu się do ich układu.

System multimediów jest niemal identyczny co w rodzimych autach Citroena i Peugeota. Została jednak przystosowana pod DS’a efektem graficznym rombów. Dzięki szerokiemu kątowi ogromnego, bo aż 12,3 calowego ekranu umieszczono po bokach sterowanie temperaturą klimatyzacji, dzięki czemu mamy dostęp do tej funkcji w dość intuicyjny sposób. Niestety sam system działa dość powoli i czasem zdarza mu się mocniej zamulić. Najbardziej odczuwalne jest to podczas użytkowania wbudowanej nawigacji satelitarnej. Zawsze do dyspozycji jest jeszcze Android Auto i Apple CarPlay. Sam system nie ma również jakiegoś głównego Menu, więc wybieramy poszczególną funkcję i to ona jest wyświetlana przez cały czas. Z minusów warto jeszcze wspomnieć o kiepskiej jakości kamery, a efekt 360 stopni jest generowany sztucznie przy wykorzystaniu kamery przód/tył w trakcie jazdy. Szkoda.

Dużo więcej ciepłych słów mogę powiedzieć o cyfrowych zegarach za kierownicą. Co prawda zmiana trybów wyświetlacza też potrafi się zamulić, nie jest tak płynna jakbym tego oczekiwał. Wybór funkcji i prostota ich obsługi jest za to na plus. Mamy tu do wyboru m.in ekran z danymi z jazdy, ekran minimalizujący ilość informacji by nie rozpraszać kierowcę, dane z systemów asystenta jazdy, nawigację satelitarną, a po zmroku nawet obraz termowizyjny, na którym wyświetla nam się droga przed nami oraz zaznaczone przez auto postacie, których moglibyśmy nie dostrzec po zmroku.

Siedzenia są wygodne, chociaż może trochę zbyt twarde. Przestrzeni jest tu całkiem sporo w obu rzędach siedzeń. Gorzej jest z bagażnikiem, który przez opadającą tylną linię auta redukuje ilość miejsca do przewiezienia wyższych przedmiotów. Sama pojemność do linii okien jest całkiem niezła – 555 litrów, ale nie rewelacyjna. Pod podłogą znajdziemy mały schowek na drobne przedmioty i to wszystko. Nie ma tu haczyków do zawieszenia przedmiotów, ale są dwie wnęki po obu stronach bagażnika oraz zaczepy do przymocowania siatki na podłodze.

Zobacz również:   [TEST] Renault Kadjar 1.6 dCi 130KM Bose 4x4

Nadeszły takie czasy, że aż trudno uwierzyć, że pod maską tego sporego i ważącego 1825 kilogramów SUVa znajdzie się silnik o pojemności 1,6 litra. Jeszcze trudniej uwierzyć, że z tak małej jednostki układ hybrydowy jest w stanie osiągnąć aż 300 KM mocy maksymalnej. Maksymalny moment obrotowy jest równie imponujący – 520 Nm, natomiast przyspieszenie do setki trwa zaledwie 6,5 sekundy. Największą zaletą jest jednak według mnie napęd 4×4, który jest napędzany przez silnik spalinowy i dwa silniki elektryczne. Kilka lat temu miałem przyjemność jeździć egzemplarzem z napędem wyłącznie na przód. W deszczu przy 180 KM mocy auto z trudnością łapało trakcję przy bardziej żwawym przyspieszaniu. W tym przypadku nie ma o czymś takim mowy. DS 7 E-Tense 4×4 radzi sobie w takich warunkach bardzo dobrze.

Hybrydy typu Plug-In są według mnie bardzo specyficznym gatunkiem napędów. Najlepiej jeśli będziemy na bieżąco je doładowywać z gniazdka / ładowarki, wtedy albo na samym prądzie przejedziemy około 38 kilometrów. Taki średni dystans udało się uzyskać podczas testów, a to dzięki baterii o pojemności 13,2 kWh. Jest też możliwe wymuszenie trybu hybrydowego, dzięki czemu przejedziemy około 100 kilometrów ze średnim zużyciem 3,4 litra, po czym akumulatory zostają opróżnione. To według mnie najlepsza możliwa opcja. Po wykorzystaniu akumulatorów DS 7 Crossback robi się paliwożerny i na trasie szybkiego ruchu zużycie paliwa rośnie w przedziale 8,5-11 litrów przy prędkości 120-140 km/h. W mieście przy odpowiedniej jeździe da się uzyskać zużycie w okolicy 6 litrów benzyny.

To czego nie można odmówić francuskiemu SUVowi, to komfort jazdy. Dzięki systemowi DS Active Scan Suspension, system kamer skanuje drogę przed autem by dostosować odpowiednio charakterystykę zawieszenia. Samochód nawet mimo sporej mocy nie zachęca do agresywnej jazdy, chociaż jest w stanie zapewnić dobre osiągi. Auto jest też dobrze wyciszone i nie jest podatne na boczne wiatry. Do tego układ jezdny jest precyzyjny.

DS 7 to bardzo ciekawa propozycja na nieco droższego SUVa. Nie jest to pełnoprawne auto Premium dlatego też cena również jest odpowiednio niższa. 232 tysiące złotych, tyle trzeba wydać za wersję wyposażeniową Rivoli plus ewentualne dodatki. To całkiem konkurencyjna oferta jak za hybrydę Plug-In. Jeśli chodzi o sam napęd to jest raczej standardowo jak u konkurencji. Około 40 kilometrów na elektryku i spore zużycie paliwa po wyczerpaniu akumulatorów. Tu natomiast mamy 300 KM i napęd na cztery koła, które poprawia trakcję DS’a więc raczej warto. Auto zdecydowanie rzuca się w oczy i zadowoli właściciela komfortem. Szkoda tylko, że system multimedialny trochę rozczarowuje, a bagażnik mógłby być większy.

Leave a Reply