Szukacie nowego auta z amerykańskim charakterem? Wystarczy przejść się do salonu Forda. Oprócz Mustanga możemy również wybrać model Edge, czyli ogromnego SUVa, której druga generacja jest dostępna w Europie od 2016 roku, a niedawno przeszła lifting. Z zewnątrz zmienił się głównie przedni pas, ale wygląd to nie wszystko. Zmieniła się także gama silnikowa oraz systemy bezpieczeństwa.

Ford Edge wydaje się być autem, które czerpie detale z innych modeli marki. Przednie reflektory po liftingu przypominają te z Mustanga, natomiast tylne nawiązują do Mondeo. Deska rozdzielcza jest niczym żywcem wyjęta z S-Maxa. Z S-Maxem i Mondeo dzieli również płytę podłogową. Mimo to, Samochód wygląda potężnie i naprawdę dobrze. Lifting sprawił, że Edge wygląda atrakcyjnie i zdecydowanie lepiej. Wersja ST-Line oferuje dodatkowo sportowe dodatki, a opcjonalne 21 calowe felgi… Wszystko musi być masywne.

We wnętrzu musimy poczuć się równie amerykańsko. I po części tak jest. Mamy ogrom przestrzeni i.. sporo plastików. Deskę rozdzielczą natomiast można kojarzyć z modeli Galaxy czy S-Max i gdyby nie ta świadomość, to poza sporą ilością plastików nie byłoby się do czego przyczepić. No dobra, jest jeszcze daleko i głęboko schowany ekran dotykowy, do którego musimy daleko sięgać. Poza tym mamy bardzo dobrej jakości obicia skórzanych siedzeń i sporo miękkich materiałów w górnych partiach deski rozdzielczej i boczkach drzwi. Jest też masa dużych schowków. Bez problemu w drzwiach zmieścimy większą butelkę z wodą, a schowek w podłokietniku jest tak głęboki, że pomieści zapas jedzenia na tydzień. 😉 Z tyłu pasażerowie otrzymali wyjście 12V i 230V. Dodatkowe wyjścia 12V są dostępne również w przedniej części jak i w bagażniku. Porty USB schowano w przedni

System Ford Sync3 po części utrudnia korzystanie z niego przez swoje położenie, ale dzięki wysokiej pozycji nie musimy daleko odrywać wzroku od drogi. System jest w miarę prosty, intuicyjny, a także przejrzysty. Umożliwia podłączenie telefonów poprzez Android Auto i Apple CarPlay. Dobre nagłośnienie Sony zostało zastąpione przez genialne głośniki Bang&Olufsen o łącznej mocy 1000W.

Ilość jest taka, jakiej możemy spodziewać się po SUVie z Ameryki. Przestrzeni jest ogrom zarówno w pierwszym jak i drugim rzędzie. Nikt nie będzie narzekał na miejsce na nogi czy głowę. Fotele są spore i bardzo wygodne. Na kanapie bez problemu zmieszczą się trzy dorosłe osoby i będą podróżować w całkiem wygodnych warunkach. Środkowe miejsce jest umieszczone nieco wyżej, mimo to, siedzi się tu całkiem przyjemnie. Kanapa jest dodatkowo pochylana w płaszczyźnie pionowej dzięki czemu można podróżować jeszcze wygodniej. Ford nie oferuje w tym modelu trzeciego rzędu siedzeń, co akurat w tego typu SUVach ja uważam za bezsensowne rozwiązanie.

Zamiast trzeciego rzędu siedzeń w bagażniku otrzymujemy naprawdę imponującą przestrzeń 600 litrów. Pod podłogą znalazło się jeszcze miejsce na koło dojazdowe i schowki na drobiazgi. Złożenie tylnej kanapy pozwala na uzyskanie płaskiej podłogi i nawet 1688 litrów pojemności. Edge jest bardzo praktycznym autem, które pomieści naprawdę sporo bagażu. Dodatkowym walorem Edge’a są proste, kanciaste kształty bagażnika, chowane haczyki na torby i dodatkowe uchwyty na rozłożenie siatki w bagażniku. Tylną kanapę złożymy za pomocą przycisków.

Zobacz również:   [TEST] Citroen C4 Cactus 1.2 Puretech 110 KM Feel

Niestety Ford nie daje sporego wyboru wśród silników. Właściwie to wyboru tak naprawdę nie ma, ponieważ dostępny jest jedynie nowy 2 litrowy Diesel EcoBlue o dwóch poziomach mocy. Słabszy oferuje moc 190 KM i jest dostępny wyłącznie z manualną skrzynią biegów. Drugi, który prezentujemy, dzięki układowi Twin Turbo osiąga 235 KM, ale można go zamówić jedynie z 8 stopniowym  automatem. Jest też w stanie osiągnąć maksymalny moment obrotowy 450 Nm, czyli o 50 więcej niż słabsza wersja. Niestety nie przekłada się to na rewelacyjne osiągi. Są one raczej wystarczające do normalnej jazdy. Przyspieszenie wynosi 9,6 sekundy, a automatyczna skrzynia biegów jest nieco ospała i szarpiąca. Ford Edge jest krążownikiem szos i próżno szukać tutaj sportowych osiągów. Szkoda, że tylko za oceanem oferowane są mocniejsze silniki. Zużycie paliwa jest stosunkowo niskie podczas podróży drogami krajowymi i może wynosić nawet około 6 litrów na 100 km. W mieście i na trasach szybkiego ruchu trzeba się liczyć ze zużyciem paliwa na poziomie 9-11 litrów. 

Edge jest nastawiony na komfort i majestatyczne pokonywanie każdych kilometrów. Ten opis jednak nie do końca pasuje do wersji ST-Line. Przy tym wyborze otrzymamy sportowe zawieszenie. Co to oznacza? Okazuje się, że Edge ST-Line staje się dużo sztywniejszy, a przy 21 calowych felgach i pojedynczych, poprzecznych przeszkodach nawet nieco nieznośny. Zawieszenie lepiej resoruje mniejsze, częstsze nierówności ale jeśli wolicie maksymalnie komfortową podróż lepiej wybrać inną wersję wyposażenia. Sztywne zawieszenie odbija się natomiast pozytywnie w kwestii prowadzenia. Przechyły nadwozia są jak na tak dużą bryłę i masę znikome, a pokonywanie zakrętów sprawia przyjemność. Nie jest tak zwinny jak typowy hatchback, a układ kierowniczy jest twardy. Dodatkowo na ciasnym parkingu będziemy musieli sporo okręcić się kierownicą. Nie zapomniano o implementacji nowoczesnych systemów wspomagających bezpieczeństwo jazdy. Pojawił się aktywny tempomat, który wyhamuje auto do zera oraz utrzymuje auto w pasie ruchu i system hamowania po kolizji.

Mimo, że jest tak samo “egzotycznym” autem jak Mustang, to spotkamy go o wiele rzadziej na polskich jak i europejskich drogach. Szkoda, bo to bardzo wygodny, obszerny i dobrze wyglądający SUV. Mimo niektórych niedoskonałości bardzo mi się spodobał. Do pełni szczęścia zabrakło mi wyboru jednostek takich jakie dostają klienci za oceanem z silnikiem V6, dlatego osoby szukające czegoś więcej mogą poczekać na Explorera. Ten, kolejny znany amerykański SUV, będzie niedługo dostępny na naszym rynku, na dodatek m.in. z silnikiem V6 produkującym 457 KM. Jest więc na co czekać.

Leave a Reply