Ilość nowych modeli elektrycznych producentów samochodów rośnie w zatrważającym tempie. Co chwila pojawiają się nowe modele, które starają się wygryźć dla siebie kawałek tego coraz mocniej rozwijającego się trendu. Czy Hyundai Kona Electric, która ma już za sobą 4 lata jest w stanie konkurować z nowymi modelami i czy jest jest warta uwagi?

Już dwa lata po swoim debiucie elektryczna Kona otrzymała lifting. Dzięki niemu obecna Kona Electric jest jeszcze bardziej kontrowersyjna niż na początku. Mamy tu niewielkie paski świateł do jazdy dziennej LED, poniżej nieco większe klosze w pełni LEDowych świateł. Kompletnie zniknął natomiast grill, zamiast niego, w przedniej części mamy klapkę do ładowania akumulatora i znaczek Hyundaia. Tylna część auta jest już bardziej “przyziemna”.

Wnętrze Kony Electric nie różni się w dużej mierze od swojego spalinowego odpowiednika chociaż zmiany są widoczne. Deska rozdzielcza pozostała taka sama, natomiast zmienił się cały tunel środkowy. Jako, że nie potrzebujemy całego mechanizmu skrzyni biegów, elektryczna Kona do zmiany kierunku jazdy posiada jedynie przyciski. Dzięki temu zwiększono też ilość wolnej przestrzeni na tunelu środkowym, stosując wygodniejsze miejsce na napoje, które są dalej od podłokietnika i tym samym rąk kierowcy. Brak mechanicznych elementów skrzyni biegów pozwolił na wygospodarowanie sporej ilości miejsca pod tunelem środkowym na drobiazgi.

Matowe plastiki i srebrne listwy pozwalają na utrzymanie względnej czystości i estetyki we wnętrzu. Materiały są dobrej jakości, chociaż nie ma co liczyć by niższe partie wnętrza były miękkie. Pomimo, że mamy do czynienia z modelem w pełni elektrycznym, to na szczęście producent nie zdecydował się pokazać, jak bardzo “cyfrowy” może być to samochód, dlatego pozostawiono klasyczny panel klimatyzacji z fizycznymi przyciskami. Za to zawsze należy się plus, ze względu na ergonomię. Jedyne co może przeszkadzać, to informacje o ustawionej temperaturze wyświetlają się wyłącznie na ekranie systemu.

System multimedialny natomiast został umieszczony w 10,25 calowym ekranie o bardzo dobrej jakości obrazu. Szata graficzna cieszy oko, wszystkie wyświetlane elementy mają przyjemny wygląd i są czytelne. Z drugiej jednak strony mamy spory natłok informacji na ekranie i dość rozbudowany system, który wymaga sporo przyzwyczajenia i poznania funkcji. Dobrze natomiast, że wykorzystano sporą przestrzeń ekranu aby pozwolić wyświetlać kilka funkcji jednocześnie, dzięki temu możemy np. cieszyć się nawigacją i jednocześnie sterować radiem. Oprócz nawigacji satelitarnej mamy standardowo Android Auto i Apple CarPlay, a także cyfrowe radio DAB. Prędkość i płynność działania również jest na plus. Do tego w Konie Electric w standardzie mamy cyfrowe zegary zamknięte w 8 calowym wyświetlaczu. Brakuje możliwości konfiguracji ekranu, ale w zależności od wybranego trybu jazdy (Eco, Normal, Sport) mamy 3 różne style graficzne.

Bagażnik ma pojemność 332 litrów i jest odrobinę mniejszy od wersji spalinowej. Nie jest to spora przestrzeń z czym trzeba będzie się liczyć, natomiast bagażnik jest prosty i ustawny bez progu załadunku. W bagażniku jest wyłącznie jeden haczyk, ale też ma możliwość zamocowania siatki na podłodze. Pod podłogą mamy schowek na drobiazgi i kable do ładowania. Złożenie tylnej kanapy daje płaską podłogę.

Zobacz również:   [TEST] Mitsubishi L200 Monster 2.4 DiD 181 KM

Podoba mi się podejście Hyundaia do kwestii zarządzania energią. Zamiast pakować ogromne akumulatory, które nie tylko zwiększają cenę ale i ciężar auta, Koreańskie modele cieszą się bardzo niskim zużyciem prądu. Dzięki temu w Konie z bateriami o pojemności 40 kWh mamy niemal identyczny, realny zasięg co w testowanym niedawno Citroenie eC4 wyposażonym w baterie o pojemności 50 kWh. Zużycie w Hyundaiu powiem wynosi średnio 13,1 kWh. W mieście można zejść do 11, a czasem nawet 10 kWh na 100 km. W trasie, można uzyskać 13-15 kWh na “setkę przy prędkości do 120 km/h, co jest bardzo dobrym wynikiem i pozwala na jazdę po drogach szybkiego ruchu z normalnymi prędkościami bez obaw o zasięg. Kolejną zaletą małego akumulatora jest prędkość jego naładowania. Przecież lepiej mieć ten sam zasięg do jazdy, ale możliwie szybciej. Maksymalna prędkość ładowania jaką obsługuje Kona Electric to 100 kW. Mi ładowanie na ładowarce 90 kW do 80% ładował się w około 25 minut, późnej prędkość zwalnia i w nieco ponad godzinę można cieszyć się pełną baterią. Realny zasięg jaki może zrobić Kona? W mieście z pewnością uda się osiągnąć 300 kilometrów, na trasie około 250 kilometrów i to bez większego spinania się, czy wystarczy baterii. Dla chcących lepszego zasięgu jest jeszcze wersja z baterią o pojemności 64 kWh i z lepszymi osiągami silnika.

Maksymalna moc Kony Electric 39 kWh to 136 KM, natomiast maksymalny moment obrotowy to 395 Nm. Wyniki nie robią większego wrażenia, ale do normalnej jazdy w zupełności wystarczają, zwłaszcza, że w elektrycznym aucie maksymalny moment obrotowy jest dostępny niemal od samego początku, da się nim również bezpiecznie wyprzedzać. Przyspieszenie do 100km/h wynosi 9,9 sekundy, co jest dobrym i wystarczającym wynikiem dla niewymagających. Prędkość maksymalna to zaledwie 155 km/h, ale wydaje mi się, że dla większości to i tak nie będzie miało większego znaczenia, większość zwróci uwagę na zasięg auta. Prowadzenie Kony nie daje jakichś większych uczuć. Prowadzi się dobrze, mamy miękkie, komfortowe zawieszenie i nisko umieszczony środek ciężkości co daje zarówno dość pewne informacje podczas jazdy, a przy okazji wygodę podróżowania. Nie ma co liczyć na jakiś specyficzny charakter samochodu. Jest po prostu poprawny.

Hyundai Kona w wersji elektrycznej kosztuje obecnie od 159 900 zł za bazowe wyposażenie. Testowany egzemplarz w najbogatszym wyposażeniu kosztuje 187 900 zł i ma praktycznie pełne możliwe opcje poza skórzaną tapicerką. do większych baterii trzeba dopłacić dodatkowe 18 tysięcy złotych, ale jeśli ktoś ma zamiar podróżować na dalekich dystansach i nie chce lub nie ma czasu doładowywać się po drodze, to będzie to warte swojej ceny. Czy warto więc rozważyć zakup Kony Electric? Myślę, że zdecydowanie tak. Wszystko dzięki oszczędnej jednostce i bogatemu wyposażeniu w stosunkowo niskiej cenie. Trzeba jedynie zaakceptować bardzo futurystyczny wygląd, ale większość elektryków ma ten sam problem.

Leave a Reply