Faktem jest, że wybór nowych pickupów w Europie kurczy się. Na rynku zostali już nieliczni gracze, którzy nadal oferują prawdziwe woły robocze w swojej ofercie. Mamy Forda Rangera, Mitsubishi L200, Toyotę Hilux, VW Amaroka i właśnie Isuzu D-MAX. To właśnie ten ostatni trafił w nasze ręce. Isuzu jako marka skoncentrowana na autach użytkowych powinna być w tym przypadku mocnym graczem, ale konkurencja jest mocna.

Dla niektórych osób marka może wydawać się obca. Faktycznie w sprzedaży dostępny jest u nas jedynie ten jeden model. W rzeczywistości marka szczyci się sporą ilością aut dostawczych, a w krajach azjatyckich i Australii jest jeszcze ciekawy SUV – MU-X.

Wygląd D-Maxa jest bardzo “na czasie” nie tylko jako pickup, ale także jako atrakcyjne auto osobowe. Dynamiczna przednia linia, ostro zarysowane linie i w pełni LED-owe (od wersji LSX) reflektory robią naprawdę dobrą robotę. To z jakim autem mamy do czynienia mówi nam przede wszystkim długa boczna linia nadwozia i kanciasty tył.

Wnętrze Isuzu stara się przekonać nas, że nie mamy do czynienia z autem użytkowym i robi to bardzo dobrze. Wykończenie jest na bardzo dobrym poziomie, jest miękka i przyjemna skórzana kierownica, fotele są również skórzane i bardzo wygodne. Nawet tylna kanapa jest na tyle dobrze wyprofilowana i pochylona, że nie czuć, jakbyśmy jechali na desce. Tylna kanapa jest podnoszona, więc jeśli nie chcemy wrzucać bagaży na pakę, większe przedmioty zmieszczą się w drugim rzędzie. Jest to coś podobnego do Magic Seats od Hondy, a w tego typu aucie zdecydowanie może się przydać.

Jako auto użytkowe nie mogło zabraknąć sporej ilości schowków. Po stronie pasażera na desce rozdzielczej jest ich aż dwa, kolejny przy szybie, a na skrajnych miejscach deski są wysuwane uchwyty na napoje. Kolejne dwa uchwyty znajdziemy na tunelu środkowym, a dalej jeszcze dwa w podłokietniku tylnej kanapy. Czy to już przesada? Wnętrze wykończono w czarny, błyszczący plastik piano, który irytuje i łatwo rysuje się już w autach osobowych, a auto użytkowe może być dodatkowo narażone na zabrudzenie.

Chociaż w najbogatszej wersji dostaniemy aż 9 calowy ekran dotykowy, a nawet odtwarzacz płyt DVD, to jednak nie ma co liczyć na bardzo rozbudowany system multimediów. Jest on bardzo prosty, ale to nie znaczy, że czegoś brakuje. Wystarczy, że podłączymy smartfon przez Android Auto, Apple CarPlay lub Mirror Link i mamy wszystko. A z pewnością przyda się to rozwiązanie, bo w podstawie nie ma fabrycznej nawigacji satelitarnej (opcja wymaga dopłaty niecałych 5 tysięcy złotych). Czy jest ona potrzebna jeśli możemy podłączyć smartfon? Dla większości osób pewnie nie będzie to robiło różnicy. Pochwalić trzeba natomiast system nagłośnienia, który składa się z 8 głośników i naprawdę daje radę.

Pickup w wersji Double Cab czyli z podwójną kabiną jest w stanie zabrać ze sobą 1065 kg. Paka ma wymiary 1571 mm długości oraz 1530 mm szerokości. Zabudowa paki została wykonana przez firmę Road Ranger.. Jakość wykonania zabudowy zasługuje na uznanie. Jest dobrze spasowana i wykonana z dobrych materiałów. D-Max jest w stanie pociągnąć przyczepę bez hamulców o masie do 750 kg, a z hamulcami nawet 3500 kg.

Zobacz również:   [TEST] Hyundai Kona 1.6 CRDI 7DCT 4WD 136 KM PREMIUM

Największą bolączką Isuzu okazuje się silnik. Pod maską drzemie turbodiesel o pojemności 1,9 litra. Do dyspozycji mamy 163 KM mocy maksymalnej i 360 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Jest to jeden z najsłabszych silników wśród konkurencji. Jedynie L200 może poszczycić się 150 KM mocy, jednak moment ma większy od D-Maxa o 40 Nm. Reszta konkurentów oferuje mocniejsze jednostki. Braki czuć przede wszystkim, gdy mamy cięższą nogę, czuć że Isuzu się odrobinę męczy. Do tego dochodzi automatyczna skrzynia biegów, która w tym przypadku nie do końca pomaga. Potrafi się czasami pogubić ze zmianą biegów i nie do końca dobrze radzi sobie z niedoborem mocy przy bardziej dynamicznej jeździe.

Wszystko się zmienia, gdy tylko zjedziemy w teren, gdzie prędkość działania skrzynie biegów jest zbędna. W tym momencie Isuzu pokazuje pazur i jest w stanie przejechać przez bardziej trudne odcinki, a przy okazji sprawić nawet sporo frajdy. Mamy napęd na cztery koła, reduktor i blokadę tylnego mostu. Isuzu sprawdzi się w trudniejszych warunkach, ale z pewną dozą rozsądku. Ciężko jest go zakopać, a użycie napędu na błotnistej, nieutwardzonej drodze często nawet nie ma konieczności włączania napędu 4×4. Brodzenie wynosi tu aż 80 centymetrów.

Sporą zaletą silnika w D-Maxie jest niskie zużycie paliwa. Na drogach krajowych bez problemu można zejść w okolice 6 litrów. W mieście konsumpcja będzie oczywiście większa i D-Max będzie potrzebował około 9 litrów na 100 kilometrów. Na trasie szybkiego ruchu zużycie jest największe i oscyluje w granicach 10-12 litrów. Osoby z lżejszą nogą mogą zrobić bez problemu nawet 1000 kilometrów na jednym zbiorniku, a ten ma pojemność 76 litrów.

Ostatnią kwestią są systemy bezpieczeństwa, których jest tu ogrom. Lista systemów bezpieczeństwa jest tak długa, że nie sposób wszystkiego wymienić. Przede wszystkim trzeba jednak wspomnieć o aktywnym tempomacie, z utrzymaniem pasa ruchu i utrzymaniem odstępu od poprzedzającego pojazdu. D-Max ma również system rozpoznający niezamierzoną zmianę pasa ruchu, oraz system wspomagający nagłe, nieoczekiwane hamowanie. Jest też system monitorowania martwego pola, który informuje nas, gdy pojazd znajduje się obok nas, oraz system monitorowania ruchu poprzecznego za pojazdem. A to tylko garstka z nich. Nic dziwnego, że auto otrzymało aż 5 gwiazdek w testach Euro NCAP.

Isuzu D-Max jest autem, które świetnie radzi sobie w trudnych warunkach. Ma dobre właściwości terenowe i przede wszystkim jest wyposażony w trwały i tani w eksploatacji silnik diesla. Jeśli nie przeszkadza Ci brak bardzo rozbudowanej elektroniki we wnętrzu, a chcesz cieszyć się niezawodnością i dobrymi parametrami w trudnych warunkach to jest to model, który spełni oczekiwania. Najbogatszy egzemplarz z automatem wymaga wyłożenia 166 tysięcy złotych netto plus ewentualne opcje.

 

Leave a Reply