Jeżeli jesteście naszymi czytelnikami już od dłuższego czasu, to za pewne wiecie jaką mam alergię na nudne samochody, w szczególności te spod znaku wideł do gnoju. Toteż tym bardziej cieszę się kiedy mogę pojeździć, czym co jest niesztampowe i oryginalne. Na pierwszy rzut oka nawet pozbawione sensu i racji bytu na rynku nowych aut, gdzie liczy się cena, spalanie i wszystkie te cechy, które przydają się na co dzień, ale nie dają absolutnie żadnej frajdy. Połączenie tych dwóch rozbieżności to coś jak chęć połączenia wody i oleju. Z reguły nie wychodzi z tego nic poza szlamiastą zawiesiną, ale jeśli dodamy kilka składników możemy otrzymać pyszny majonez, który poprawi smak chleba naszego powszedniego z szynką. Czy takim cudownym majonezem jest model 3 spod znaku DS? Sprawdźmy to.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

No dobra ta metafora z majonezem to tak trochę słabo się kojarzy. Ale czymże byłoby życie bez tego białego balsamu, znanego w różnych formach i uwielbianego na każdej szerokości geograficznej? Podobno sam Jurij Gagarin wybierając jedną rzecz, którą mógł zabrać ze sobą w kosmos, wskazał właśnie majonez (PS. To prawda, potwierdzone info, a Rosjanie to ultrasi majonezu). Możecie więc z niego drwić, ale tak czy owak majonezem świat się toczy. Skończmy jednak te kulinarne rozważania i wróćmy na ziemię.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

Miałem już okazję jeździć DS trójką, było to ładnych parę lat temu i wtedy to auto nazywało się Citroen DS3. Dzisiaj ten maluch o ambicjach na bycie ekskluzywnym odciął się od swoich korzeni i nigdzie nie znajdziecie już emblematu Citroena, no oczywiście nigdzie na wierzchu, bo niektóre części posiadają ukryty emblemat szewronów z koła zębatego. Natomiast kiedy spojrzałem w dowód rejestracyjny mojej figlarnie niebieskiej testówki okazało się, że to jednak dalej Citroen. Jaki z tego wniosek? Albo polski urząd nie ogarnął, że na zachodzie Europy powstała nowa marka samochodów, albo z tym całym DSem to taka trochę ściema, a trochę pseudo-marka. Mam nadzieję, że jednak wszyscy w końcu pójdą po rozum do głowy i marka DS doczeka się należnego jej bez dwóch zdań wyodrębnienia w głowach urzędników, jak i włodarzy marki Citroen. Dlaczego należnego spytacie? Przecież te auta nie są tak różne od swoich przyrodnich braci z tańszej marki, jak na przykład Lexus z Toyotą, czy Infinity z Nissanem. Jeżeli tak twierdzicie to radzę Wam puknięcie się w czajnik, tudzież praktykę zwaną: „nie odzywam się, bo nie mam pojęcia o niczym”.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

Prawdę mówiąc to DSy od Citroenów różnią się nawet bardziej niż wcześniej podane przykłady marek premium stworzonych przez marki dla ludu. Wystarczy powiedzieć, że w Japonii skąd pochodzi zarówno Toyota jak i Nissan, modele ich marek premium są często sprzedawane pod tymi „zwykłymi” szyldami. Koniec tych dywagacji na temat znaczków i czystości marek, nie bądźmy motoryzacyjnymi rasistami, bo takiego DS3 może to boleć, a zobaczcie jaki on jest mały i słodki. Jakim trzeba być zwyrodnialcem, żeby takie słodkie autko skazywać na cierpienie? To jak maltretowanie szczeniaczków.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

No właśnie wygląd trójki. Z jednej strony to jak na niego patrzysz od razu w głowie otwiera się szufladka z napisem:  „torebeczka na kółkach dla rozwydrzonych córeczek swoich tatusiów”. Natomiast kiedy ta szufladka jest już prawie w całości otwarta, to coś sprawia, że otwiera się jeszcze jedna, tym razem podpisana „całkiem klawe auto, ale nie mów na głos przy kolegach”. Jednak nie oszukujmy się, trójka nigdy nie stanie się samochodem, po które przyjdzie do salonu napompowany testosteronem osiłek i poprosi o wersje powstałą w kooperacji z marką Givenchy w białym matowym lakierze. Co innego kiedy się już nim przejedzie, ale nie wybiegajmy póki co do wrażeń z jazdy.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

Pozostając przy walorach wizualnych to przychodzi mi na myśl słowa pewnego mądrego człowieka, czyli „perfekcja to suma detali”. Właściwie to ja to powiedziałem w zeszły piątek, więc może z tym mądrym człowiekiem to trochę przesada. Tym nie mniej to stwierdzenie idealnie opisuje wygląd malucha od DS’a.  Im dłużej się mu przyglądamy tym więcej zauważamy drobnych smaczków, szczegółów na których automatycznie zatrzymasz wzrok. Detali jest masa, chcecie przykładów? Proszę bardzo, ponętny dyfuzor w tylnym zderzaku, fenomenalnie wykonane reflektory zarówno te przednie (w technologii LED) jak i tylne z ukrytym w nich logiem marki, chromowane listwy , słupek B w kształcie płetwy grzbietowej rekina i mógłbym tak jeszcze długo, a nawet nie wsiedliśmy jeszcze do środka. Zmierzam do tego, że kiedy już przestudiujesz chociaż część tych elementów składowych to sam patrząc na całe auto, stwierdzisz, że tworzą perfekcyjną całość, uzupełniając się nawzajem. Szczerze mówiąc, to francuskiemu maleństwu, ciężko coś zarzucić w kwestii stylizacji, ma powab, ma szyk, pokazuje od razu, że jest produktem premium, a przy tym nie jest pretensjonalny i nudny. Nie jest żadną tajemnicą, że największym rywalem DS3 jest nowe MINI. To teraz popatrzcie na tą spasioną, rozpłaszczoną żabę, którą stało się MINI w obecnej generacji i na błękitnego malucha. Wybór wydaje się prosty.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

No dobrze, już wystarczająco się pozachwycałem zewnętrzem, ale jednak samochodem jeździ się siedząc w jego środku, a nie w odległości 10 metrów od niego podziwiając kształty karoserii. Szczerze mówiąc spodziewałem się  typowej dla tej klasy samochodów klaustrofobii, przeładowania bajerami i uderzania kolanami raz od panel środkowy, a raz o kolumnę kierowniczą. Na szczęście nie jest tak źle, w sumie to siedząc tylko w pierwszym rzędzie można odnieść wrażenie, że to całkiem spore i przestronne auto. Co do tyłu, wiadomo nie oczekujmy luksusów, w zasadzie to jeżeli macie obie nogi i powyżej 140 cm to nie polecam podróży na tylnej ławeczce, zwanej szumnie kanapą. Umówmy się to nie jest 4 osobowe auto, to  dwu osobowy samochód z możliwością zapakowania zgodnie z prawem dwóch kolejnych pasażerów w sytuacji awaryjnej i nic poza tym. Wróćmy jednak do przodu, na słowa uznania zasługują wygodne fotele o słusznym trzymaniu bocznym. Jednak jeśli jesteś osobą powyżej 85 kg wagi to może być Ci lekko ciasno. Może to Cię zmotywuje do chodzenia na siłownie i rzucenia fastfoodów! A może nie i będziesz się po prostu męczyć, mniejsza o to. Wracając do wnętrza mi przy 185cm wzrostu i 80 kg było wygodnie ale miałem wrażenie, że jest to na styk, jakiekolwiek dalsze zwiększanie rozmiarów skutkowałoby drastycznym pogorszeniem komfortu.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

Póki co słałem w kierunku francuzów same komplementy, przyszedł czas żeby trochę pokrytykować, po pierwsze pseudo karbon we wnętrzu.  Wygląda tak paskudnie i tandetnie, że trzeba być pijanym, bądź niespełna rozumu, żeby zamówić do swojego samochodu takie wykończenie, tym bardziej, że przecież można mieć plastiki w czarnym fortepianie, który fakt faktem jest dosyć ciężki w utrzymaniu w czystości, ale przynajmniej wygląda dobrze.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

Zarzut numer dwa, gdzie są jakiekolwiek cupholdery? Jeśli weźmiecie ze sobą do samochodu butelkę z jakimś randomowym napojem to jeszcze nie jest tak źle, jeśli ma 0,5 litra to zmieści się drzwi (większa nie), ale jak nieopatrznie wsiądziecie z otwarta puszką, to już nie będziecie mieli co z nią zrobić. Nie jest to coś co dyskwalifikuje auto, ale jest mocno denerwującą cechą.

Zobacz również:   [TEST] Toyota C-HR Dynamic Hybrid + LED + TECH + JBL
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

Minus numer trzy, to radio, którego nie da się od tak wyłączyć, możesz zmniejszyć głośność na zero, ale nie wyłączysz systemu audio nawet za dopłatą. Co gorsza, za każdym razem przy wsiadaniu musisz wyciszać audio, może mam trochę nerwicę natręctw, ale podejrzewam że nie tylko ja i wielu klientów może to irytować. Do tego dochodzi przyprawiające o wykrzykiwanie niecenzuralnych słów opóźnienie w reakcji. W czasach kiedy każdy z nas nosi mikrokomputer zwany smartfonem każda powolna odpowiedź elektroniki na nasze żądanie zdaje się być jedynie legendą, ale nie w DSie. Tutaj system musi się chwilę zastanowić i trwa to sekundy, ale zdaje się że marnujemy wieki w oczekiwaniu na następną piosenkę. Warto w tym temacie popatrzeć na nudnych Niemców, gdzie wszystko działa tak jak chcemy. Czy poza tym znalazłem jakieś wady we wnętrzu? Nie. Oczywiście mógłbym się przyczepić do materiałów, które w niektórych miejscach są lichej jakości, ale nic nie skrzypi, nic nie dręczy przy codziennym użytkowaniu, więc te małe grzeszki odpuszczam.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

Jednak samochodami głównie się jeździ a nie na nie patrzy i kontempluje wnętrze, kiedy odczucia z jazdy są do bani to nic innego nie pomoże. Do testów dostałem auto z silnikiem 1,2 PureTech i 6-cio stopniową automatyczną skrzynią. Modliłem się więc, żeby chociaż skutery mnie nie wyprzedzały na światłach. Jednak ten tandem okazał się bardziej żwawy niż wydaję się być na papierze. Odpalając auto, mamy przed sobą zestaw czytelnych i stylowych klasycznych analogowych zegarów, które na początku wędrują do swoich maksymalnych wskazań i wracają posłusznie na pozycję wyjściową sygnalizując, że maluch jest gotowy do zabawy.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

 Do dyspozycji mamy świetną kierownicę, lekko spłaszczoną w dolnej części, wprost idealnie leżącą w dłoni, co pozytywnie nastraja na dalsze doznania. Silnik to 3 cylindrowa rzędowa jednostka wyposażona w maleńką turbinkę, tak małą, że zjawisko turbodziury jest jej nieznane, a przy tym daje ona dodatkową dozę żwawości. DS3 na pewno nie jest zawalidrogą, widać i przede wszystkim czuć, że w miejskim gąszczu czuje się jak ryba w wodzie. Ma tą wspaniała lekkość przyspieszania i hamowania, pokonywania zakrętów i poczucie zwartości, które sprawia, że walka z codziennym gęstym ruchem miejskim staje się prawdziwą przyjemnością.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

Duże słowa uznania należą się po pierwsze systemowi kontroli trakcji, który jest skalibrowany w dokładnie taki sposób w jaki powinien być, wtrąca się tam gdzie rzeczywiście jest to konieczne i to w sposób który pomaga kierowcy, a nie kończący zabawę w stylu surowej nauczycielki z drewnianą linijką w ręce. Kolejne plusy przyznaję za skrzynię biegów. Fakt może nie każdemu przypadnie ona do gustu, bo jednak w płynności zmiany biegów czy szybkości reakcji mogłaby być sprawniejsza. Jednak mimo wszystko daje więcej przyjemności i wygody niż ich ujmuje. Zmiany poszczególnych biegów szczególnie przy mocniejszym wciskaniu pedału gazu są zauważalne i towarzyszy im odczucie porównywalne do lekkiego klapsa. Czyli czuć lekkie szarpnięcie, ale nie takie, które mogłoby być męczące na dłuższą metę. DS3 nie jest mistrzem oszczędzania paliwa, kiedy będziecie obchodzić się dość beztrosko z pedałem gazu w mieście możecie spokojnie osiągnąć 9 litrów na setkę, ale 6,5-7 litrów nie wymaga też wielkich wyrzeczeń. W trasie, chociaż zdecydowanie nie jest to samochód stworzony do połykania kolejnych kilometrów na autostradzie, powyżej 100km/h średnie spalanie oscyluje w granicach 8 litrów. Nie jest to może wysoka wartość, ale niektórzy potrafią ją obniżyć szczególnie w tak małych autach.

DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska
DS 3 1,2 PureTech Be Chic fot. Marta Witkowska

Końcowa ocena DS trójki, to dość twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony mamy auto, które po prostu da się lubić i jest bardzo łatwo znaleźć z nim wspólny język. Jest stylowe, trochę efekciarskie, ale w dobrym tego słowa znaczeniu i daje kierowcy radość nawet przy prozaicznym przepychaniu się z jednej dzielnicy wielkiego miast do drugiej. Medal jednak zawsze ma dwie strony i nie inaczej jest w tym wypadku, po pierwsze cena, według mnie dość wysoka jak na jakość użytych materiałów i oferowany prestiż. Po drugie kilka denerwujących braków jak nieobecność miejsca na kubek z kawą, albo interfejs systemu audio reagujący z denerwującym opóźnieniem. DS3 jest więc zbiorem perfekcyjnych jak i totalnie wkurzających detali. Na szczęście tych pozytywów ma o wiele więcej niż negatywów no i jest o wiele zgrabniejszy od MINI, a to może mieć kluczowe znaczenie. Ja czasu spędzonego za kierownicą tego malucha nie żałuję i w końcowym werdykcie unoszę kciuk w górę z czystym sumieniem. Do usłyszenia!

Dodaj komentarz