Coraz więcej fanów motoryzacji i nie tylko, narzeka na współczesną politykę i kierunek w jakim zmierzają producenci aut. Utożsamiam się z nimi, dlatego postanowiłem sprawdzić jak okres 10 lat wpłynął na postęp technologiczny i czy ma to wszystko sens. Dlatego tym razem bardzo nietypowe porównanie – Seat Toledo 1M 1.6 i Peugeot 508 1.6 THP. A raczej zestawienie, bo porównanie jako takie raczej mija się z celem. Postaram się także zarysować charakterystyczne różnice między motoryzacją niemiecką a francuską przeplatając z luźnymi przemyśleniami.

Oba auta użytkuję na co dzień, pochodzą z polskiego salonu, posiadają benzynowe silniki 1.6 i mają nadwozie typu sedan/limuzyna. Seat jest z 2001 roku a jego przebieg wynosi 205 000 km, Peugeot natomiast pochodzi z 2011 roku i przejechał do tej pory 51 000 km. Użytkuję oba samochody w podobny sposób, dlatego chciałbym się podzielić refleksjami na ich temat. Może to wyglądać jak promocja, ale oba samochody wybrałem z wielu konkretnych przyczyn po zestawieniu z konkurencją, która jak dla mnie zostaje w tyle :).

Wygląd zewnętrzny
Jak wyglądają każdy widzi 🙂 Oba mają dynamiczny wygląd, choć 508 jest bardziej stonowana i elegancka. Moim zdaniem, gdy Toledo pojawiło się na rynku, zrobiło większe wrażenie niż 508 obecnie.
Przód Toledo jest taki sam jak Leona i może się podobać. Charakterystyczne przednie lampy płynnie łączą się z kratkami od wlotu powietrza, a na masce znajduje się podłużne przetłoczenie. Linia boczna podoba mi się zdecydowanie bardziej niż Leona. Sylwetka Toledo z tej perspektywy jest dynamiczna, zwarta, a jednocześnie elegancka i klasyczna. Z tyłu mamy nietuzinkowe lampy zintegrowane ze światłem stop.
Według mnie całość komponuje się o wiele ciekawiej niż Golf IV, Octavia, Bora, A3 czy nawet większy Passat B5. W zupełności zgadzam się z hasłami w folderach reklamowych ( z 2000r.), że Toledo to sportowa elegancja. W końcu mamy agresywny przód połączony z elegancką i klasyczną karoserią. Przyznać muszę, że wówczas zrobił na mnie wrażenie i… nadal jest ładny, wolno się starzeje, a dzięki klasycznej linii jego wygląd jest trochę ponadczasowy. W galerii zobaczycie znalezione w Internecie projekty Toledo, byście mogli dostrzec jego potencjał.

Większość Toledo jeździ po naszych drogach w kolorze srebrnym, granatowym, bądź czarnym. Mój natomiast jest czerwony – najszybszy 😉 Podoba mi się, jest wyrazisty co dodaje mu pewnej ikry. Trochę jak w przypadku nowego A3 w czerwonym lakierze. Kiedy w 2001r. szukałem auta, oglądałem różne kompakty i Renault Lagune, która mi się spodobała. Zupełnie przypadkiem trafiłem do salonu Seata w celu obejrzenia Leona. Myślałem, że stoją dwie sztuki obok siebie, a gdy zobaczyłem że to Toledo mocno się zainteresowałem. Po przeanalizowaniu cennika i obejrzeniu katalogu zachorowałem na jego punkcie. A właśnie o to chodzi przy zakupie auta 🙂

Pierwszy raz zobaczyłem 508-kę na drodze. Sedan, biała perła, felga 18”. Wow, ale fajne ma te tylne lampy ledowe! -pomyślałem. Elegancka linia – wiadomo, Francuz. Spodobał mi się.

Kiedy w 2011r. szukałem auta klasy średniej od razu pojechałem do salonu Peugeota. Obejrzałem – no fajny, ładny, elegancki, taki jak być powinien. Oglądałem później konkurencję. Niektóre w ogóle mi się nie podobały, a niektóre podobały. Ale to nie było to co z Toledo – nie napaliłem się na żadnego. Nie zrozumcie mnie źle, 508 mi się podoba, zrobił na mnie wrażenie za pierwszym razem gdy zobaczyłem go na drodze, a w salonie poczułem jego prestiż i klasę. Chodzi o to, że Passat, Insignia, Accord, Avensis i inni przedstawiciele segmentu nie wyróżniają się niczym szczególnym między sobą. To nie tak, że nie mają stylu – każdy z nich ma indywidualny, ale żaden z nich nie ma „tego czegoś” co Toledo dla mnie miało gdy go zobaczyłem. Może to ta tajemnicza cecha VAG-owska, dzięki której te auta są zwykłe a jednocześnie mają swój klasyczny, niemiecki styl. To oczywiście tylko moja opinia, Toledo ani 508 nie musi się Wam podobać, chcę tylko przez to powiedzieć, że nowe auta to schemat i brak charakteru. Są oczywiście wyjątki, nawet w rodzimej grupie VAG – Leon ma zdecydowanie więcej charakteru od Golfa, zatem nic się nie zmieniło. Akurat Toledo nie jest najlepszym przykładem, bo wszyscy zgodzą się, że nie jest to jakiś stylistyczny majstersztyk, ale powiedzmy, że na tle najbliższej konkurencji tj. Octavii, Leona czy A3 – jest 😀 Wrażenie schematu w nowych autach czuć też po zajęciu miejscu za kierownicą. Wsiadasz do VW Polo, potem do Passata albo CC i zastanawiasz się za co dopłaciłeś drugie tyle – z perspektywy wnętrza. Na szczęście w Peugeocie jeszcze modele się odróżniają, ale widać że producenci chcą przyoszczędzić i ujednolicić swoje gamy modelowe. To, że manetki od wycieraczek, kierunkowskazów, czy przyciski od elektrycznych szyb są takie same we wszystkich samochodach PSA nie przeszkadza mi, bo optycznie wszystko co mnie otacza w 508 nie przypomina mi Peugeota 208 jak w przypadku Volkswagena.

Wnętrze i wyposażenie
Od razu zaznaczę, że nie jestem fanem gadżetów w aucie i właściwie nie tylko w aucie. Samochód ma służyć do wygodnej jazdy. Na wygodną jazdę składa się oczywiście wyposażenie, ale moim zdaniem tylko wybrane pozycje, gdyż wersje w „full sztosie” nie mają większego zastosowania i sensu, o czym później.
Mój Seat Toledo to podstawowa wersja Stella, ma tylko to, co niezbędne. Kupując nowe auto z salonu, wybierając wyposażenie dodatkowe wyposażenie lub najwyższą wersję wyposażenia można zostawić u dealera czasem dwukrotnie większą sumę z tym samym silnikiem. Co innego na rynku wtórnym. Przykładowo używane Toledo 1.9 TDI Stella z przebiegiem 250 000km można kupić za ok.9 000 zł. Najwyższą wersję – Algado, Executive – z tym motorem i przebiegiem za ok 13 000 zł. Różnica 4 000zł. U dealera w przypadku „nówki” różnica ta wynosiłaby zapewne ok. 20 000zł.

Wracając do wyposażenia Seata, na pokładzie znajdują się przednie elektryczne szyby – z tylnych i tak się raczej nie korzysta – manualna klimatyzacja, fabryczne radio, blokada skrzyni biegów, regulacja kierownicy (z tworzywa sztucznego) w dwóch płaszczyznach, regulacja oparcia i wysokości fotela – to byłoby na tyle. Czego mi brakuje? Obecnie niczego, bo używam auta na krótkich odcinkach. Czego mi zatem brakowało? Może na długich trasach tempomatu i podłokietnika, ale kiedyś w ogóle nie było takich wynalazków 😛 Lubię obserwować spalanie, więc przydałby się komputer pokładowy… który i tak przekłamuje w większości aut, ale powiedzmy że przybliżone wartości podaje. Obszycie kierownicy skórą to wydatek 100-300 zł, jeśli komuś przeszkadza tworzywo sztuczne, które – jak na tworzywo sztuczne – jest całkiem OK. Dotykałem kierownice z tworzywa w nowych autach i to jest dramat – chropowaty, twardy plastik.

Czytelna i prosta obsługa
Czytelna i prosta obsługa  fot. Rafał Wrzesiński

Z ciekawszych elementów wyposażenia bogatszych wersji uważam fotele kubełkowe w kombinacji alcantara + skóra. Przyjąłbym taki komplet. No i jeszcze kierownicę z Leona Cupry i nakładki na pedały 🙂 Zmiana kierownicy w 508 nie dość, że bardziej skomplikowana, to sytuacja która w ogóle nie powinna mieć miejsca, bo charakter francuskiej limuzyny nijak ma się do kubełkowych foteli, sportowej kierownicy, nakładek na pedały, zakładania sportowych progów, oklejania carbonem i innych modyfikacji. Większość niemieckich samochodów jest pod tym względem znacznie bardziej adaptacyjna.

Samo wnętrze wykonane jest całkiem starannie. Kokpit jest żywcem przeniesiony z Audi A3 ( a był droższy od Toledo). Nie mam zwyczaju macać wszystkich materiałów, po prostu to czego dotykam ma być względnie przyjemne i nie wydawać dźwięków w czasie jazdy – wszystkie kryterium Seat spełnia. Czasem na trzecim biegu podczas rozpędzania jakiś element w desce rozdzielczej wpada w rezonans przez chwilę, ale tylko czasem, więc nie jest to specjalnie odczuwalne. Schowki? Są w drzwiach i mały przed pasażerem, a w panelu między fotelem kierowcy a pasażera znajdują się przegródki na monety, telefon i inne drobiazgi, a za lewarkiem skrzyni biegów jest spora wnęka np. na portfel. Tego brakuje w 508, ale o tym poniżej.
Minusem wnętrza Toledo może być przestrzeń na tylnej kanapie dla pasażerów wyższych niż 180cm. Mam 180 cm wzrostu i po ustawieniu fotela kierowcy wygodnie, z tyłu kolana prawie dotykają oparcia. Kanapa jest zamontowana wyżej niż przedni rząd siedzeń, dzięki czemu dobrze widać drogę i nie trzeba specjalnie się wychylać. Ponadto dobrze podpiera uda w przeciwieństwie do 508.

O ile wnętrze Seata zachowane jest w niemieckim stylu – poza ognistym podświetleniem zegarów – o tyle Peugeot to już zupełnie inny design i klasa. Tutaj czuć postęp technologiczny i wiemy za co płacimy, dlatego należą się podziękowania należą się polskiemu projektantowi wnętrza Adamowi Bazydło. Według mnie 508 ma najbardziej eleganckie wnętrze w klasie. Nie jest przekombinowane. Nie ma 10 pokręteł, dużych wyświetlaczy, a opinia, że na kierownicy jest dużo przycisków to nie jest dla mnie wada. Jeśli ktoś nie chce to nie korzysta, a jeśli ktoś chce sterować wszystkim bez szukania funkcji na panelu radia to ma taką możliwość. Przecież w niczym te przyciski nie przeszkadzają. Jestem zachwycony jakością wykonania i materiałami – jest naprawdę dobrze.

Eleganckie zegary
Eleganckie zegary – plus za wskaźnik temperatury oleju, fot. Rafał Wrzesiński

W 508 podoba mi się bogate wyposażenie już w standardzie. Mam wersję Active – wyższa od Access, która dostępna jest tylko dla 1.6 VTI 120 i 1.6 HDI 112 i niższa od Allure oraz GT.
Na pokładzie jest to, co użyteczne w trakcie długich podróży. Tempomat sterowany z kierownicy, klimatyzacja automatyczna dwustrefowa, radio CD/MP3, komputer pokładowy, standardowy dla każdej wersji podłokietnik ze schowkiem i wejściem AUX oraz USB, skórzana kierownica, hill assist i elektryczne lusterka.
Tutaj absolutnie niczego mi nie brakuje. Nawigacji nie chciałem – uważam za zbędny wydatek kilku tyś. zł na nawigację, która działa gorzej niż Automapa za 200zł, a do tego należy doliczyć aktualizacje.
Minusem wnętrza 508 jest to, że gadżeciarze nie odnajdą się w nim. Golf czy Octavia mają zdecydowanie lepszy system multimedialny, a nawet lista wyposażenia dodatkowego nie przewiduje takich pozycji jak aktywny tempomat, asystent parkowania czy system informujący o martwym polu w lusterku. Na pocieszenie wersja Allure posiada w standardzie Head-up display.

Jak i cały kokpit
Jak i cały kokpit, fot. Rafał Wrzesiński

Fotele są bardzo wygodne, z jednym ale. Osoby „szersze” mogą narzekać na wąskie wyprofilowanie podparć ud. Również regulacja kolumny kierownicy mogłaby mieć większy zakres, ponieważ przy jej maksymalnym przysunięciu mam trochę zbyt blisko pedały. A może to pedały powinny być dalej zamontowane 🙂 Tylny rząd mogą komfortowo zając 3 osoby, ale szczupłe. 2 osoby mają do dyspozycji podłokietnik z otworem na narty ( tego brakowało w Tolku ), ale jeśli są długonogie to muszą się liczyć z tym, ze ich uda nie będą wystarczająco podpierane. Jeszcze zostaje kwestia nieszczęsnych schowków. Kieszenie w drzwiach mogłyby być wygłuszone pianką, ponieważ w zimie, gdy wożę szczotkę i skrobaczkę niestety grzechota przy zamykaniu drzwi. Do kieszeni mieści się 1,5l butelka wody czy mapa, tak samo w schowku pasażera, natomiast nie ma miejsca na drobiazgi. O ile portfel schowamy do podłokietnika, o tyle duży smartfon będzie musiał zostać w kieszeni – mniejszy zmieści się do rozsuwanej przegrody obok dźwigni hamulca ręcznego. O właśnie, wersja Active posiada tradycyjny ręczny 🙂 I normalną stacyjkę! Bezkluczykowy dostęp nie dość, że sprawia problemy zimą czy na myjni to jest łakomym kąskiem dla złodziei. Wystarczy, że jeden złodziej jest przy aucie z odbiornikiem, a drugi pójdzie za właścicielem ze specjalnym odbiornikiem, który powoduje efekt taki, jakby właściciel był w aucie. Złodziej przy aucie właściciela otwiera auto, uruchamia za pomocą przycisku start/stop i odjeżdża…
Bagażniki obu aut są spore i wystarczają na 2 tygodniowy Eurotrip dla 4 osobowej rodziny. Do Toledo brało się 3 leżaki, 3 walizki, czwarta z jedzeniem i lodówkę między pasażerów tylnej kanapy 🙂 Narty 158cm wchodziły do bagażnika, do 508 też. Dlatego dziwię się jak widzę Superba czy Mondeo Kombi z boxem na dachu 🙂

Dlaczego wybrałem Toledo 1.6 i 508 1.6 THP, jak z awaryjnością?

W 2001r. już prawie kupowałem Renault Megane lub Lagunę. Toledo spodobało mi się wizualnie, a po jeździe próbnej wiedziałem, że to jest to, jechało mi się najlepiej ze wszystkich testowanych kompaktów i lepiej od Laguny. Dlaczego 1.6? Nie przypuszczałem, że Toledo zostanie ze mną tak długo, a przebiegi roczne to 15 000 – 20 000 km. Po przejechaniu 205 000 km, legendarny i niezniszczalny 1.9 TDI 110 zaoszczędziłby na paliwie na część 508, ale po pierwsze paliwo wtedy było tanie, po drugie lubię benzyny, a TDI to co prawda solidny ale głośny motor. Tak więc stanęło na 1.6 100 KM. Jak się okazało, silnik nie do zajechania. Wtedy jazda byłaby tańsza niż dieslem. Nie mam z nim najmniejszych problemów – regularne wymiany oleju co 15tyś km i nadal chodzi tak jak wyjechał z salonu. Żałuję jedynie, że nie zdecydowałem się założyć instalacji LPG, którą ten motor świetnie znosi. Wówczas jazda byłaby tańsza niż w TDI.

Spokojnie przejedzie drugie tyle
Spokojnie przejedzie drugie tyle, fot. Rafał Wrzesiński

Jakie problemy miałem z autem przez ostatnie 13 lat?
Od 2 lat miałem problem z wodą pod dywanikami.
Po stronie pasażera ciekło przez filtr powietrza i szybko usterkę wyeliminowano. Gorzej było ze stroną kierowcy. Trzech mechaników było bezradnych. Przyczyny znalazłem w… Internecie na toledoclubpolska.pl. To typowa usterka Leona i Toledo.
Przyczyn jest kilka, u mnie było to standardowe uszczelnienie blachy w boczku drzwi, które zażegnało problem. A już były myśli, żeby sprzedać Tolka… co prawda nie jest on zbyt potrzebny, ale szkoda sprzedać tak dobre auto za stosunkowo niewielkie pieniądze.
Ostatnio też mam problem z zamkiem. Najpierw urwana linka, a teraz nie działa centralny. Podejrzewam, że ma to związek z poprzednią naprawą linki.
Generalnie szczegóły, mechanicznie – nic się nie dzieje. Możecie wierzyć albo nie, ale w tym tygodniu w końcu padł akumulator, od nowości. Winna była nie gasnąca lampka w boczku drzwi, która pobierała prąd. Seat został odpalony przewodami i akumulator… okazał się jeszcze w dobrym stanie. Świece były raz wymieniane, tak jak i rozrząd. Amortyzatory są fabryczne i wykazują około 75% sprawności. Zresztą Leony i Toledo znane są z niezawodności, więc nie ma co się rozpisywać na ten temat.

Zobacz również:   Z pamiętnika testera #4: Fotel pasażera
Nawet nie próbowałem wyobrazić sobie obniżonej 508
Nawet nie próbowałem wyobrazić sobie obniżonej 508

Peugeota wybrałem, ponieważ było to nowe auto na rynku z mocną ofertą. 508 jest stosunkowo tani w porównaniu do konkurencji biorąc pod uwagę wyposażenie. Wahałem się między Hondą Accord 2.0, ale V-TEC jak to V-TEC lubi wysokie obroty co jak dla mnie nie pasuje do reprezentacyjnego auta rodzinnego. Nie wyobrażam sobie, żeby za każdym razem kiedy chce się dynamicznie poruszać trzeba kręcić pod czerwone pole, to po prostu nie przystoi, jest męczące i nie potrzebne. Polubiłem silniki turbodoładowane. Może nie reagują na pedał gazu tak jak wolnossące, ale czekamy moment i otrzymujemy przyjemne wciskanie w fotel, wbijając dostojnie kolejny bieg przy 2500-3000 obr/min. Efekt jak w dieslu, tyle że bez klekotu, choć i masaż pleców jest nieco mniejszy. Polecam przejechać się przykładowo Hondą Civic 1.8 140 KM, a następnie Seatem Leonem 1.4 TSI 140 KM. Moc taka sama, a zupełnie inna jazda. Wróćmy jednak do 508. Przed zakupem nie jeździłem 1.6 THP, jedynie dostępnymi 2.0 HDI 140 i 163 KM. Znane, bezawaryjne diesle o wysokiej kulturze pracy mieszczące się realnie średnio w 6l na 100 km. Gdyby w ofercie nie było turbo benzyny, nie zastanawiałbym się i wybrałbym wariant 163 KM. Jednak do 508 przyciągnął mnie także 1.6 THP, który był zachwalany w każdym teście z udziałem tego motoru w każdym aspekcie. Wysoka kultura pracy, niskie spalanie i zadowalająca dynamika. Dane katalogowe podają, że średnio pali tylko 1,5l na 100 km więcej od diesla. Przy moich przebiegach wynoszących maksymalnie 20 000km rocznie wybór był prosty. Wyposażenie? Optymalne Active, plus 17” calowe felgi, alarm i brązowy lakier. Po odebraniu auta z salonu byłem zachwycony silnikiem.

Brązowy lakier w dzień pochmurny jest bardziej czarny, a w słoneczny brązowy
Brązowy lakier w dzień pochmurny jest bardziej czarny, a w słoneczny brązowy, fot. Rafał Wrzesiński

Tak było do przebiegu około 18 000 km. Po powrocie z długiego wyjazdu ( ponad 3000 km, większość autostrady) następnego dnia komputer pokładowy wyświetlił komunikat o niskim poziomie oleju, a po odpaleniu silnika na zimno hałasował łańcuch rozrządu przez kilkanaście sekund, po czym chrobot ustawał. Zacząłem obserwować objawy i na początku nie była to reguła, raz hałasował, a raz nie. Z czasem coraz częściej, więc udałem się do ASO i diagnoza – wymiana kompletnego rozrządu. Auto na gwarancji, rozrząd wymieniony, można jeździć dalej. W trakcie Eurotripu po 1200 km jazdy autostradami w upał, następnego dnia chcąc sprawdzić poziom oleju zauważyłem jego plamy pod pokrywą zaworów, które wyczyściłem. Przez kolejne 2 tygodnie i 5000 km plamy pojawiły się ponownie, lecz nie było to sączenie tylko pojawiły się i tak już zostawały. Po powrocie zgłosiłem problem w ASO i wymienili pokrywę zaworów. 3 tygodnie później przy przebiegu 28 000 km ponownie pojawiły się te same odgłosy pochodzące z rozrządu. Ta sama usterka pojawiła się ponownie zbyt szybko, więc postanowiłem poszukać informacji w Internecie, no i czar prysł. Naczytałem się opinii, że 1.6 THP to jeden z największych niewypałów obok 1.4 TSI. Na szczęście trafiłem na forum Peugeot Klub Polska, gdzie są wątki o tym silniku i poczytałem opinie użytkowników. Niektórzy mieli pecha jak ja, a niektórzy nie mieli żadnych problemów. Kluczem do sukcesu okazał się olej. Należy utrzymywać go na poziomie między ¾ a wartością max na bagnecie i wymieniać nie co 30 tyś km jak zaleca producent, a co 15 tyś. km. O tyle byłem mądrzejszy. Rozrząd naprawiono ponownie i po raz pierwszy wymieniono olej. W serwisie powiedziałem co wyczytałem i przyznali mi rację. OK, ale dlaczego nie poinformowano mnie o tym przy odbiorze auta z salonu albo chociaż przy pierwszej wymianie? Po to bym po gwarancji za kolejną wymianę zapłacił ze swojej kieszeni i dalej niszczył silnik. Paranoja. Podziękowania również dla producenta za bardzo rozsądne zalecenia interwału wymiany oleju i dodatkowe informacje dotyczące utrzymywania jego poziomu w zakresie jaki „lubi” ten silnik. Z rozrządem na szczęście do tej pory jest spokój. Jeśli chodzi o silnik, miałem jeszcze do czynienia z zapchanym katalizatorem. Wyjazd w trasę, odpalam auto w garażu, a komputer pokazuje komunikat „Uszkodzony silnik, napraw samochód”. Pracował normalnie. Nie gasła natomiast kontrolka autodiagnostyki silnika. Kilka razy odpalałem i to samo. Po przepakowaniu bagaży do Seata, spróbowałem jeszcze raz, tym razem wszystko było w porządku. W trasie miałem wrażenie, że jest mniej dynamiczny a po jakimś czasie ponownie pojawił się ten sam komunikat. W drodze powrotnej spadek mocy był odczuwalny, inny był też dźwięk silnika. Auto było po gwarancji, zatem na podpięcie pod komputer udałem się do niezależnego warsztatu. Wykazane błędy to: uszkodzony katalizator i uszkodzony wałek rozrządu. Za czyszczenie katalizatora i podpięcie pod komputer zapłaciłem 200zł, wszystko wróciło do normy i do tej pory był to jedyny wydatek związany z usterką mechaniczną. Czy zatem Francuz taki straszny jak go malują? I tak i nie. Po pierwsze 1.6 THP opracowało BMW, więc nie jest francuski, a diesle HDI są bardzo udane. Jeśli chodzi o 1.6 THP to wystarczy dbać o olej, wtedy prawdopodobnie nie miałbym opisanych problemów. Z drugiej strony, skąd użytkownicy mają wiedzieć o zaleceniach dotyczących oleju? Przecież nie każdy śledzi fora, większość trzyma się zaleceń producenta i nie musi wiedzieć o nowej polityce koncernów, które chcą zarabiać na serwisie. Ludzie kupują nowe samochody po to, by mieć święty spokój, a jest zupełnie odwrotnie. Wydawać by się mogło, że skoro o niskim poziomie oleju informuje komputer to nie ma potrzeby fizycznie go sprawdzać. Obecnie sprawdzam co 1000 km.
Co do usterek 508 to bezkluczykowy dostęp potrafi szwankować, dlatego lepiej po prostu zaoszczędzić na tym pieniędzy i nerwów. Wadą fabryczną w sedanie jest woda spływająca z klapy prosto do bagażnika.

Wzór dla mojego :)
Wzór dla mojego 🙂

Jak się nimi jeździ i ile palą?Tutaj czuć postęp technologiczny i różnicę w charakterystyce prowadzenia auta niemieckiego i francuskiego. Toledo jest łatwiejsze, bardziej przyjazne i przyjemniejsze w prowadzeniu, serio. Jest bezpośredni, bardzo dobrze wyczuwalny.
Zawieszenie ma bardziej miękkie nastawy, a więc jest dość wygodne i jednocześnie sprężyste i pewne w zakrętach. Typowe niemieckie połączenie komfortu z pewnością prowadzenia.
Układ kierowniczy jest dobrze wyczuwalny nawet na 15” balonach. Wspomaganie kierownicy ma mechaniczne a nie elektryczne jak w nowych autach, przez co na parkingu trzeba użyć trochę siły, jednak na zakrętach dobrze wiemy co dzieje się z kołami.

Agresywny przód
Agresywny przód, fot. Rafał Wrzesiński

Chyba najbardziej w tym samochodzie lubię współpracę skrzyni biegów ze sprzęgłem. Sprzęgło pracuje miękko i jest bardzo tolerancyjne, można je kopać a kolejny bieg wejdzie szybko i płynnie, po czym chcesz zredukować, aby powtórzyć tą szybką sekwencję. Elastyczność silnika pozwala na odpychanie się z drugiego biegu niemal od zatrzymania. Zaznaczam, że sprzęgło jest fabryczne, a nadal nie jest zmęczone takim traktowaniem. Może to się Wam wydawać zabawne, bo piszę jakby to był jakiś sportowy samochód, ale szczególnie w mieście ma to wpływ na wrażenia z jazdy.
Spalanie niczym się nie wyróżnia spośród konkurencji. Średnio wynosi ono 8-8,5l/100 km. Najniższe jakie udało mi się uzyskać to 5,5l jadąc ekonomicznie po lokalnych drogach z prędkościami 60-80 km/h i nie przekraczając 100. Na długich trasach pod obciążeniem i prędkościami do 150 km/h wychodziło przeważnie 7,2-7,8l. W mieście przyjąć należy ok. 10l, a w mrozy na krótkich odcinkach 12l.
Jeśli chodzi o dynamikę, to jadąc w pojedynkę w fotel nie wgniata ale jest w zupełności wystarczająco. Katalogowo 11,5s do 100 km/h i 148NM przy 3800obr/min nie powala, ale czuć, że są to niemieckie, solidne konie. Porównywałem z wspomnianą Megane czy Astrą o zbliżonej mocy i Toledo jest najbardziej żwawe, na co wpływa też niska masa wynosząca 1200kg.
Mocy brakowało tylko na trasach, kiedy auto było załadowane, szczególnie podczas wyprzedzania w górzystym terenie. Najlepszą dynamikę osiąga między 3000 a 5000 obr/min. Dźwięk ma całkiem przyjemny, szczególnie z gazem w podłodze w powyższych wartościach (świetny dźwięk ma motor 2.3 V5). Właściwie każdy silnik w ofercie jest OK. Bardzo ciekawą propozycją może być 2.3 V5 150/170KM, 1.8 T 180 KM – wszystkie tolerują gaz – oraz 1.9 TDI ARL 150 KM, któremu można jeszcze zafundować chiptuning w granicach 200 KM i 400 NM. Motor o pojemności 2.3 nie jest podatny na modyfikacje, w 1.8 T bardzo łatwo jest podnieść moc ale jest rodzynkiem na rynku, a 1.9 TDI mają przeważnie wysokie przebiegi i są droższe. Lecz z tymi silnikami Toledo daje wiele frajdy z jazdy.

Klasyczne nadwozie
Klasyczne nadwozie, fot. Rafał Wrzesiński

Do Peugeota wystarczy wsiąść, zagłębić się w wygodnych fotelach i od razu czuje się, że to samochód na trasy. Nie jest tak bezpośredni, ma dobre wyciszenie, spory rozstaw osi, większy promień skrętu i w mieście jest mało poręczny.
Zapewne większość z Was już pewnie wie, że zawieszeniu bliżej do tego z Passata niż z C5. Czytałem w kilku testach, że 508 próbuje udawać zwartą, pewną w prowadzeniu niemiecką konkurencję ale średnio mu to wychodzi. Poniekąd się z tym zgadzam. W skrócie – jeśli nie będziesz próbował robić z limuzyny gokarta to będziesz zadowolony. Zależy co kto lubi, ale po jeździe C5, który ma charakterystykę zawieszenia bardziej łodzi dryfującej po falach niż samochodu, straciłem ochotę na dynamiczne pokonywanie zakrętów. Nie chodzi o to, że C5 trzyma się gorzej w zakrętach ale właśnie takie są odczucia, nie ma tej pewności. Mimo, że 508 ma nieco sztywniejsze zawieszenie to nie ma takiego wyczucia w zakrętach jak Toledo, ale jest zdecydowanie lepiej niż w C5. No i nie buja na równych drogach 🙂
Układ kierowniczy ma elektryczne wspomaganie, dzięki czemu na parkingu manewrowanie nie wymaga wiele siły, a przy wyższych prędkościach usztywnia się dając pewność prowadzenia. Ja akurat nie lubię tego sztucznego wspomagania, wolę mechaniczne.
Współpraca skrzyni biegów i sprzęgła nie jest tak efektywne jak w Toledo. Sprzęgło jest twardsze i ciężkie do wyczucia, trochę za bardzo odbija. Trochę irytujące w mieście, kiedy podczas dynamicznego startu spod świateł i szybkiej zmianie biegów skupiasz się na odpowiednim zwolnieniu sprzęgła, a i tak nie zawsze udaje się to zrobić płynnie i szybko. Tak jest do trzeciego biegu, o wiele lepiej jest w trasie używając wyższych przełożeń. Szybkie i płynne zmiany przełożeń np. w trakcie wyprzedzania między 4 a 6 nie stanowią problemu.
Zużycie paliwa silnika 1.6 THP to niewątpliwy jego atut.

fot. Rafał Wrzesiński
fot. Rafał Wrzesiński

Na forum są wpisy użytkowników, którzy długookresowe spalanie mają na poziomie 6,5-7l.Mogę to potwierdzić, gdyż w okresie letnim z kilku tyś. km miałem 6,8l, jeżdżąc na dłuższych odcinkach. Jednak częsta jazda miejska na krótkich odcinkach ok. 2km i krótkie odcinki poza miastem podnoszą wynik do 8-9l. Sprawdzałem kiedyś, jak najniżej zejdę ze spalaniem. Ustawiłem tempomat na 85-90 km/h, skasowałem komputer i po ok. 10 km na komputerze miałem wynik UWAGA! – 4,1l ! To mniej niż większość diesli podobne j mocy.

Kolejne pomiary przy 110,120,130,140,150 i 160 km/h to odpowiednio 5,3, 5,8, 6,3, 6,9, 7,4, 7,8l.

fot. Rafał Wrzesiński
fot. Rafał Wrzesiński

Nieźle, prawda? Dla porównania Passat 1.8 TSI 160 KM na autostradzie przy 145 km/h spalił 8,3l.
Podróże po polskich krajówkach z prędkościami do 140 km/h i wyprzedzaniem to wyniki od 5,8l do 7,5l. Głównie jest to 6-6,5l.
W mieście natomiast najniższy wynik osiągnąłem po kilkudziesięciu km jazdy po Poznaniu i było to 7,5l. Na krótkich odcinkach w

małym miasteczku waha się od 8,3l do 13l w mrozy na zimnym silniku.

Mocy nie brakuje. 156 KM, 240 NM dostępnych już przy 1400 obr./min i 1400 kg masy własnej pozwalają na osiągnięcie setki w 8,6s. W praktyce silnik zapewnia solidny ciąg od około 1800 obr./min, a na drugim biegu otrzymujemy przyjemne wgniatanie w fotel. Nie ma sensu kręcić silnika powyżej „4”, bo wbijając kolejny bieg mamy zapewnione równie solidne przyspieszenie. Kiedy nie musimy wyprzedzać jak najszybciej to możliwe jadącego 90 km/h TIR-a to nie ma potrzeby redukcji z szóstego biegu. Silnik sam w sobie jest cichy, do tego jest dobrze wyciszony, dlatego nie dziwcie się jeśli stojąc na czerwonym świetle pasażerowie zapytają czemu wyłączyliście silnik 🙂 Podróżując autostradą z tempomatem ustawionym na 150 km/h obrotomierz pokazuje 3200 obr./min, komputer pokładowy spalanie w okolicach 7l, a do uszu dociera delikatny szum powietrza i opon i czujemy się jakbyśmy… lecieli samolotem. W Toledo wówczas mamy 4500 obr./min, spalanie w okolicach 8-9l, nieco wibrującą kierownicę i większy hałas.

Taki postęp technologiczny to rozumiem. Gdyby producenci stawiali na jakość, trwałość i przyjemność z jazdy tak jak kiedyś, mielibyśmy teraz świetne samochody. W rzeczywistości mamy jednak nowe auta w serwisach i czekamy aż bujna wyobraźnia ludzi z UE wymyśli kolejne przepisy według których okaże się, że 1.0 Ecoboost w Mondeo produkuje zbyt wiele szkodliwych substancji. Cóż… pozostało chyba tylko zaopatrzyć się w jakiś stary, sprawdzony samochód z duszą, dający przyjemność z jazdy za symboliczne pieniądze. Być może ich wartość będzie niedługo rosła, tak jak wielu klasykom. Polecam śledzenie for internetowych, dołączenie do klubów motoryzacyjnych marek aut które posiadacie, gdzie można nie tylko poczytać o usterkach, ale brać udziały w wielu ciekawych wydarzeniach, od lokalnych spotów, przez ogólnopolskie zloty, imprezy po zawody i wspólne wyjazdy oraz trafić na ciekawych ludzi z tą samą pasją.


 

2 KOMENTARZE

Dodaj komentarz