Citroen kazał nam długo czekać na kolejną generację C3, poprzedni model był na rynku już 7 lat. W dzisiejszym świecie pogoni za nowościami, wydaje się to okres długi, niczym serial Moda na Sukces. Z drugiej strony siedem lat to kawał czasu na wymyślenie, zaprojektowanie i wyprodukowanie auta o klasę lepszego, niż poprzednik. Czy jednak ta, skądinąd trudna, sztuka udała się Francuzom tym razem? Z wielu dotychczasowych testów dobiegają nas sprzeczne opinie. Jak, więc jest naprawdę? Postanowiłem sprawdzić to na własnej skórze i zabrałem, tego malucha w miętowym kolorze na mała przejażdżkę. Co z tego wyszło? Zobaczcie sami!

Citroen C3 fot. Marta Witkowska

Ci z Was, którzy regularnie odwiedzają nasz portal, pamiętają test modelu 3, spod znaku DS, sprzed kilku miesięcy. DS to oczywiście firma córka marki Citroen, więc porównanie do tego auta jest jak najbardziej na miejscu, tym bardziej, że technicznie bazuje na poprzednim C3. Francuski, miejski maluch w trochę bardziej luksusowym i usportowionym opakowaniu, przypadł mi do gustu i w duchu prosiłem inżynierów oraz projektantów Citroena, żeby nie zniszczyli tego dobrego, pierwszego wrażenia. Szczerze mówiąc, z każdym dniem byłem coraz bardziej przerażony, że moje błagania nie zostały wysłuchane.

Citroen C3 fot. Marta Witkowska

Jak zawsze przed testem każdego auta, sprawdzam sobie kilka testów z innych redakcji, tak by wiedzieć na co zwrócić uwagę, które stwierdzenia zweryfikować własnym filtrem, a do czego warto przytaknąć. W tym miejscu, żyjąc sobie w błogiej nieświadomości, zostałem zalany falą hejtu na nowego C3. Coraz bardziej zdziwiony, pamiętając jednocześnie swoje wcześniejsze przygody z francuskimi autami, które przecież nie należały do nieprzyjemnych, stwierdziłem, że pora skończyć z czytaniem jakichkolwiek opinii i sprawdzić wszystko na własnej skórze. I to zaczynając z czystą kartką!

Citroen C3 fot. Marta Witkowska

Musze przyznać, że z wyglądu mały Citroen od razu przykuł moją uwagę. Celowo nie mówię, że natychmiast mi się spodobał i była to miłość od pierwszego wejrzenia, bo było zgoła inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że nowe C3 przyciąga uwagę. Dostępne, konfiguracje kolorystyczne, cały ogrom stylistycznych smaczków, budują obraz auta nietuzinkowego, stworzonego dla niesztampowych ludzi. I to chyba było motto konstruktorów tego samochodu. Wszystko tutaj jest niby podobne do tego, co już gdzieś widziałeś, ale jednak jakby nieco inne. Zacznijmy od rozmiaru auta. Niby z jednej strony sprawia wrażenie małego miejskiego auta, ale kiedy postawimy go obok jego bezpośrednich konkurentów, zdaje się być od nich większy, bardziej nadmuchany i wyżej zawieszony. Czy tak jest w rzeczywistości? I tak i nie, jednocześnie. Na papierze wymiary w tej klasie nie różnią się znacząco, ale subiektywne wrażenia wizualne mówią coś innego.

Citroen C3 fot. Marta Witkowska

W myśl powiedzenia, że im dalej w las, tym więcej drzew, wraz z dalszym zagłębianiem się w wygląd C-trójki zauważamy coraz więcej ciekawych elementów. Największe zagęszczenie interesujących detali uderza nas już od frontu auta. Wysoko poprowadzona, z wyraźnie zaznaczonymi krawędziami maska, od przodu zwieńczona jest dwiema, chromowanymi listwami, które jednocześnie okalają LEDowe światła do jazdy dziennej, jak i formują logotyp producenta. Poniżej znajdują się kolejne dwie pary świateł, w sumie reflektorów z przodu jest aż sześć! Do rekordu jeszcze daleko, ale i tak trzeba przyznać, że to wynik godny uznania. Tylko pozostaje pytanie, czy to auto dzięki temu wygląda dobrze, czy jak zmutowany pająk? Ja osobiście uważam, że tych lampek to trochę za dużo, ale o dziwo, jako całość, dobrze się komponują i nie wyglądają kuriozalnie, bo po prostu pasują do C-trójki jako całości. Szczerze mówiąc, Francuzi z Citroena opanowali do perfekcji sztukę łączenia detali i rozwiązań stylistycznych, które w każdym innym aucie wyglądałyby co najmniej głupio, w jedną całość, która ma ręce i nogi i jest nawet całkiem zgrabna. Muszę przyznać, że to rzadka sztuka, ale właśnie dzięki temu w autach spod znaku szewronów, możesz się poczuć wyjątkowo i przyjemnie inaczej, niż w „normalnych” samochodach.

Citroen C3 fot. Marta Witkowska

Wróćmy jednak do rzeczy, po spektakularnej przedniej części auta, zauważamy, że reszta auta jest już zdecydowanie bardziej stonowana. Czarne nakładki na nadkola, progi, oraz te w dolnych częściach obu zderzaków, pokazują, że projektanci czerpali inspiracje z niezwykle modnych ostatnio crossoverów. To kolejne dobre posunięcie, wyróżniające C3  spośród zalewu nudnych, małych aut miejskich. Wszystko współgra z czarnymi elementami na słupkach A, B i C. A to nie koniec kolorów na nadwoziu francuza. Mamy jeszcze dach, lusterka i obramowania przednich lamp przeciwmgielnych w innym kolorze. W naszej testówce był to biały, ale konfigurować wedle swego uznania, prawdziwa rewia barw!

Citroen C3 fot. Marta Witkowska

Czas powiedzieć parę słów o wnętrzu. Tutaj znowu mamy co podziwiać, bo ten element C – trójki zasługuje na szczególną uwagę. Można nawet zaryzykować stwierdzenia, że jest najlepsze w swojej klasie i nie będzie to zbytnie zuchwalstwo. Kształtem wyraźnie dominującym we wnętrzu jest prostokąt, o zaokrąglonych krawędziach i jest wpisany (w różnej formie) niemalże wszędzie. Pierwsze w oczy rzucają się kratki wlotu powietrza, później formy na drzwiach, do tego dochodzi schowek w centralnej części konsoli, pod ekranem dotykowym. W końcu zauważamy, że od tego prostokąta nie jest wolna nawet kierownica z chromowanym kształtem na centralnym ramieniu. Mało tego, cały frontowy panel konsoli, pokryty skądinąd materiałem, co jest fenomenalnym pomysłem, również ma kształt szerokiego prostokąta. Prawie zaczyna się kręcić w głowie, ale francuzom znowu się to udało i całość prezentuje się perfekcyjnie. Na słowa uznania zasługuje przede wszystkim duża ilość miejsca dla wszystkich pasażerów, fotele nastawione zdecydowanie na  komfort, dobra widoczność i przejrzystość wnętrza, jeszcze potęgująca wrażenie przestrzeni. Dziękuję inżynierom Citroena za wysłuchanie moich żali, odnośnie powolnego i denerwująco działającego systemu multimedialnego, na który skarżyłem się w DS3, tutaj wszystko działa bez chwili zawahania i płynnie. Jedynie sterowanie głosem jest kompletnie do bani i polskiej mowy po prostu ni panimaju.

Zobacz również:   [TEST] Infiniti Q30 Sport AWD 2.0 Turbo 211 KM
Citroen C3 fot. Marta Witkowska

Na koniec rozprawy na temat francuskich wnętrz, zostawiłem sobie dwie ciekawostki. Pierwsza, ta mniej spektakularna, to uchwyty do zamykania drzwi, które są, a jakże, kompletnie inne niż w reszcie samochodów. Wyglądają jak dwa usztywnione paski materiału, i trochę przywodzą na myśl rozwiązanie wykorzystywane w wyścigach, ale serio tylko trochę. Druga rzecz, już praktycznie kompletnie nie spotykana w samochodach, a już z pewnością nie w tej klasie, to fabryczna kamera – rejestrator jazdy. Nie powiem, całkiem fajna niespodzianka, a w połączeniu z aplikacją na smartfona, jeszcze fajniejszy gadżet dla zapominalskich, bo pokazuje nam na mapie gdzie stoi nasze auto. W zasadzie jedynym do czego można się przyczepić, to spora ilość, niezbyt zachwycającego czarnego plastiku. Może i wygląda on całkiem solidnie, ale finezji i polotu nie ma za grosz. No cóż, nie istnieją samochody idealne.

Citroen C3 fot. Marta Witkowska

O bagażniku nie wspominam, bo nie ma się nad czym zachwycać, ani czego krytykować. Na zakupy wystarczy z górką, a i na krótki wypad za miasto też dacie radę się zapakować.

Citroen C3 fot. Marta Witkowska

Czas wreszcie odpalić silnik, ruszyć na przejażdżkę i sprawdzić jak nowe C3 daje sobie radę na drodze. Pod maską naszej testówki znalazła się  trzy cylindrowa jednostka o pojemności 1,2 litra i mocy 110 koni, połączona z 6-cio biegową manualną skrzynią biegów. Wbrew pozorom, samochód jest żwawy i w mieście mocy mamy aż nadto.  Tylko, że wcale nie będzie nam się chciało z niej korzystać, bo ten maluch jest nastawiony głównie na komfortową, spokojną jazdę. Miękkie zawieszenie, lekko działający układ kierowniczy i fotele, które oferują raczej kiepskie trzymanie boczne sprawiają, że zwyczajnie nie chce się ścigać, za to jak najbardziej chce się czerpać relaks i przyjemność z nieco wolniejszej jazdy. Gdyby ktoś jednak był uparciuchem i musiał bić rekordy przejazdu z punktu A do B, to też się nie zawiedzie, jest czym jechać, a c-trójce nie brakuje wigoru, także dzięki skrzyni biegów o świetnie dobranych długościach przełożeń. Nowa generacja, aut miejskich przyzwyczaiła klientów do zadowalania się aptekarskimi ilościami benzyny i francuskie auto oczywiście od tego trendu nie odstaje. Wyniki na poziomie 5,5-6,5 litra na 100 km, w mieście nie są na porządku dziennym i wpływ naszej stopy ma tu relatywnie małe znacznie. Nieco gorzej C3 wypada w cyklu pozamiejskim, przy 120km/h musimy się liczyć z wynikami oscylującymi bardziej w okolicach 7-7.5 litra, później ta wartość rośnie niemal wykładniczo.

Citroen C3 fot. Marta Witkowska

Jaki obraz, małego Citroena maluje się więc po skończonym teście? Na pewno nie auta idealnego, ale chyba nie to było zamysłem projektantów. Na pewno mamy do czynienia z samochodem nietuzinkowym i oryginalnym, odcinającym się grubą kreską, od swoich konkurentów, często kompletnie pozbawionych polotu. Można się przyczepić do zestrojenia auta, głównie z myślą o komforcie, a nie doznaniach kierowcy, ale przecież jest ogrom ludzi, dla których to właśnie będzie zaleta. Możemy się czepiać, szalonego wyglądu, ale przecież nie każdy samochód musi być nudny, jak te samochody z blizną w stylu Harrego Pottera na masce. Nowe C3 po prostu nie jest samochodem dla każdego, ale z pewnością nie jest do niczego. Jeśli szukasz w tym segmencie, wyróżnienia i powiewu świeżości, a z drugiej strony nie jesteś zapalonym kierowcą wyścigowym, to idź do salonu Citroena, tam mają coś dla Ciebie. Do usłyszenia!

Test Citroen C3 2017

Leave a Reply